
Wydawnictwo: Iboga Records
Rok wydania: 2007
01. Ace Ventura - Intro
02. Ace Ventura - Serenity Now
03. Ace Ventura With Liquid Soul - Psychic Experience
04. Ace Ventura - Sao Paulo
05. Ace Ventura With Intelabeam - Stimulator
06. Ace Ventura - Presence
07. Ace Ventura - M.A.R.S.
08. Ace Ventura With Lish - The Light
09. Ace Ventura - Exposed
Za projektem Ace Ventura ukrywa się izraelski muzyk Yoni Oshrat, były członek psytrance'owego Psysex. "Rebirth" jego aktualnego, progresywnego wizerunku jako Ace Ventura, to jubileuszowa, pięćdziesiata płyta w wydaniu znanej duńskiej Ibogi Records. Wydawnictwo to ostatnimi czasy potrafiło mocno skierować swą muzykę na połacia house'u, co można było usłyszeć na albumie "Wanderers" projektu Antix. Tym razem jednak, podobnie jak w przypadku "So Called Life" Gaudium, zostajemy na terenach jeszcze psytrance'owych.
Interesujące, choć krótkie intro - składające się z typu dźwięków, które usłyszymy jeszcze w dalszej części albumu, a które tu skomponowano na chilloutową modłę - wprowadza w serię ośmiu szybkich kompozycji. Utworów, które czasem są bardziej psytrance'owe (przykład to "M.A.R.S."), czasem bardziej progresywne ("Sao Paulo"), czasem bardziej klubowe ("The Light"). Większość tracków nie jest zbyt emocjonalna, staje się taka dopiero końcówka: morning trance'owe "The Light" jak i "Exposed" wyzwalają też z siebie nieco więcej energii niż pozostałe utwory, a naprawdę chciałoby się, by energia poczęła się kumulować i wybuchać kilka kompozycji wcześniej. Nie sądzę, by do tego celu trzeba by wtłoczyć poranną atmosferę do innych utworów, nie w tym rzecz. Po prostu za długo mamy do czynienia z bezcelowym, a już na pewno beznamiętnym, wałkowaniem.
Styl albumu to progresyw z licznymi elementami klubowymi, i rzadziej: z elementami plemiennymi, a nawet (choć to już oszukańcza ciekawostka) z elementami... goa ("Psychic Experience" zawiera motyw, który dosłownie przywodzi na myśl "Flying Into A Star" Astral Projection). Zabrakło jednak w tym wszystkim oryginalności. Album jest trochę nudny. Największa wada tkwi w tym, że znalazło się na płycie zdecydowanie za dużo dźwięków czy brzmień, które można z łatwością usłyszeć na ostatnich krążkach Ibogi. Ale taka widocznie polityka tego wydawnictwa: wydawać co prawda dobre brzmienia, ale niewiele się od siebie różniące.

RB, grudzień 2007