Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) ASTRAL PROJECTION - AMEN
Astral Projection - Amen Wydawnictwo: Ganesha
Rok wydania: 2002

01. Amen
02. Chaos
03. Infinite Justice
04. The Nexus
05. Sticks And Stones
06. Techno Drome
07. 1.000.000 Years From Today...
08. Anything Is Possible
09. Heaven's Gate
10. Electric Blue



"Amen" to zwrot w kierunku twórczości Aviego Nissima i Liora Perlmuttera. A przynajmniej w myśleniu na temat jej koncepcji. Cała poprzednia twórczość izraelskiej grupy skierowana była - mówiąc obrazowo - w kosmos: w gwiazdy, galatyki, wszechświat. Teraz tytuły utworów znajdujących się na płycie "Amen" zdają się sugerować kierunek ziemski. Muzycy postanowili w ten sposób oddać hołd ofiarom niekończącej się wojny między Izraelem a Palestyną, wśród których byli nawet przyjaciele Aviego i Liora. "Nieskończona sprawiedliwość", "Patyki i kamienie", "Wrota niebios" - przykładowe spolszczenia nazw ścieżek płyty potwierdzają nową koncepcję. A czy w samej muzyce coś się zmieniło? Naturalnie, ale to już przez fakt, iż ostatni krążek - "Another World" - wydany został w 1999 roku, czyli trzy lata wcześniej. Nie muszę tłumaczyć znawcom tematu, że to bardzo długi okres czasu w historii goa/psytrance'u. Ale przejdźmy już do albumu. To, co zawsze cieszy w przypadku wydań Astral Projection to fakt, że możliwości objętościowe płyty są wykorzystane do maksimum. W przypadku albumu "Amen" mamy 79 minut muzyki. I proszę - już pierwszy plus. Najważniejsza jednak jest zawsze sama muzyka.

Pierwszy track albumu zaskakuje w troszkę nieprzyjemny sposób. Utwór tytułowy to niezbyt charyzmatyczna inwokacja do dalszej części. W zasadzie mamy tu jeden główny motyw jeśli chodzi o melodystykę oraz swoistą modlitwę o pokój na tle niezbyt zróżnicowanych dźwięków. Ma to wymiar niespodziewanie minimalistyczny. Choć jest to jak najbardziej dobry utwór, to jednak jest również najgorszym utworem tytułowym w dziejach Astral Projection. Prawdziwym początkiem, akceleratorem dynamiki tego albumu, wydaje się być utwór "Chaos". Cechy: niezbyt skomplikowane melodie - relatywnie długo grane, typowa dla Astral Projection perkusja - czyli również nieskomplikowana, i najważniejsze: energetyczność. To wszystko daje kompozycję niezłą. "Winą" samych muzyków jest to, że na tak wysokim pułapie umieścili jakość swej wcześniejszej twórczości. Więc porównania in minus w stosunku do tego utworu (i uprzedzając fakty: w stosunku do sporej części z zawartych tu tracków) są przez to jak najbardziej uprawnione. Tak czy inaczej słucha się przyjemnie.

Track trzeci - "Infinite Justice" - wydaje mi się w kategorii pomysłów jeszcze lżejszą, mniej ambitną produkcją. Brak w liniach melodii krętych wywijasów boli, nie do tego przyzwyczaił Avi i Lior. Ta ogólna lekkość ma też swoje plusy. Słucha się znowu całkiem przyjemnie, bo i jednak znalazła się na końcowym etapie melodia zawinięta w sposób znany z goa. Warte odnotowania w przypadku wad są kiepskie początki tego, ale też wcześniejszego utworu - gdyż rozpoczynają się one po prostu od kicków. Te pewne novum w muzyce Astral Projection chluby aktowi nie przynosi. Zdecydowanie coś bardziej świeżego otrzymujemy w "The Nexus". Nie szkodzi, że rozpoczyna się od kicków - tu pasuje to jak najbardziej, bo struktura jest stricte progresywna. Track zawiera bardzo wiele dźwięków, które budują klimat kompozycji w sposób najlepszy - korzystając niemal z wzorców "Flying Into A Star" czy "Life On Mars" w kwestii sugestywności alienowatych brzmień. Do tego ukryta główna melodia dodaje należytej szczypty astralnej doskonałości temu utworowi. Brawurowa, cudowna kompozycja.

Chórowy wstęp mile zaskakuje na ścieżce piątej. Nie jest to jednak chór w stylu "Mahadevy", ten ze "Sticks And Stones" wydaje się zsamplowany. A jak brzmi? Dobrze. Adekwatnie. Utwór nie posiada wyraźnie swego przewodnika - głównego motywu, kolejne sekundy po prostu biegną w akompaniamencie dudniącego, pulsującego bassu, a czasem tylko zwiedzają rzeczony chór. W kategorii charyzmy zawartych na tym albumie tracków "Sticks And Stones" plasuje się dla mnie w środkowej stawce. Z kolei ilekroć słucham tajemniczy utwór numer sześć - "Techno Drome" - to odnoszę wrażenie przemieszczenia się w bardzo daleką przyszłość. Poprzednia twórczość Astral Projection metaforycznie wykracza poza Ziemię, kierując się w odległe galaktyki. Twórczość tej płyty wydaje mi się wykraczać poza obecny czas. Sugerują mi to nieodmiennie trzy utwory tego albumu: "The Nexus", "Techno Drome", oraz następny "1.000.000 Years From Today... ". Wracając jeszcze do kompozycji "Techno Drome": ta przyszłość wydaje się być kosmiczna i wyobcowana, gdzie stan liczebny ludzkości skurczony jest do minimum.

Tytuł - "1.000.000 Years From Today..." - ma coś w sobie. Jest idealny. Jest to dowód na to, że drogą tego albumu jest nie przestrzeń, a czas. Kompozycja siódma to mój ulubiony utwór tej płyty. Stawiam go na równi z wieloma innymi z tej najwyższej półki sfery możliwości Astral Projection. Świetny główny motyw: agresywny, ostry, ale też melodyjny w rozpoznawalnym stylu Astral Projection. Do tego dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika! Zaś "Anything Is Possible" to inna półka... dolna półka. Jest lekko... ale latać nie można. Bez wątpienia jest to jeden z bardziej komercyjnych i bardziej nieudanych utworów grupy w całej jej historii. Końcówka tego tracka jest wręcz przykra: melodystyka bez polotu, a na dodatek praktycznie nie zmieniająca swej formuły - to samo i to samo. Nie wspominając o nudnym zakończeniu... I pomyśleć, że te same osoby są odpowiedzialne za takie cuda jak "People Can Fly", "No One Ever Dreams"... A jednak. Oczywiście ironizuję w tym momencie.

W kwestii utworów pogodnych, dodających pozytywnej energii, "Heaven's Gate" to bez wątpienia najlepszy na to przykład na krążku "Amen". Uważam tę kompozycję za ewolucję tracka "Nilaya" z płyty "Another World". Zresztą chyba na każdym albumie Astral Projection jest utwór tego typu. Energiczny, optymistyczny, poranny, euforyczny, radosny, po prostu szczęśliwy - któż kochając goa nie kocha tej atmosfery? To się przecież rozumie samo przez się. Natomiast ostatni utwór albumu to już czysty powrót do goa. Szkoda, że skazitelny: zakończenie urywa się jak gdyby nigdy nic (co gorsza w ten sposób kończy się też cała płyta), ale to chyba jedyna większa wada "Electric Blue". Mamy w tej kompozycji przede wszystkim dość frapujące melodie, które są pod względem konstrukcji niejakim pomostem między oldschoolowymi a, mającymi nastać, full-onowymi liniami melodii.

Gdyby ten album został wydany choć rok wcześniej, to jestem pewien, że byłby lepszy, bardziej zbliżony do atmosfery "Another World", a co za tym idzie - bliższy "Dancing Galaxy". Z jednej strony "Amen" posiada elementy oldschoolowe Astral Projection, które są doskonale wkompilowane w techniczne możliwości XXI wieku (nowe syntezatory, lepsza jakość dźwięku). Z drugiej strony posiada komercyjne chwyty w postaci łatwo wpadających w ucho melodii i rozwiązań typowych już dla full-onu. "Amen" to moim zdaniem najbardziej nierówna płyta Astral Projection od czasu "Trust In Trance 2", czyli od 1995 roku. Jestem świadom, iż postawiłem swojej ukochanej grupie zbyt wielkie wymagania. Nie powinienem bezustannie porównywać albumu "Amen" z albumami wcześniejszymi. Z tego powodu w recenzji tej ironizowałem chwilami nawet aż za bardzo. Gdyby jednak odrzucić owe porównania to z krążka tego jawi się... bardzo dobra, ba! świetna płyta. Bo choć "Amen" pozostawia po sobie niedosyt, to jest to album, który miłośnicy goa/psytrance'u i tak muszą mieć. Energia, atmosfera, to "coś" - za to przecież kochamy Astral Projection - na tym albumie to mamy.

ocena 5/5
RB, listopad 2006