Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) Brain Deflections - Horizontal-y
Brain Deflections - Horizontal-y Wydawnictwo: Nephilim Records
Rok wydania: 2000

01. Time Split
02. Extremely Out
03. Future Flash
04. Horizontal-y
05. Infinite Night Sky
06. Space Whirl
07. How Far Can We Go?
08. Thought Vibration





Podobno Nephilimowie to rasa, która przybyła na Ziemię kilkaset tysięcy lat temu. Ja tymczasem spotkałem ich niedawno w swoim własnym domu. Była głęboka noc, gdy mnie obudzili. Nie mogłem dostrzec ich rysów, nie mogłem ich też zrozumieć - mówili w obcym mi języku. Mimo to czułem, co chcą mi powiedzieć (czyżby komunikowali się ze mną telepatycznie?). Dowiedziałem się, że nazywają ich Infinite Zen, Brainscan oraz Nomad, a ja mam do wypełnienia misję. Podali mi swój album podpisany dumnie Brain Deflections - "Horizontal-y". Będąc nadal odurzony tą sytuacją, jak w hipnozie, założyłem słuchawki...

"Time Split" ma potężny reverb - jakby te dźwięki były rozgrywane poza zwykłą przestrzenią. Mroczny, industrialny, trudny w odbiorze utwór (pierwszy z ośmiu takich). Doskwiera mi jedynie trochę za głośny kick (już pomijam sprawę, że jest on ustawiony z boku słuchacza - ale, mówiąc bardzo obrazowo, tego dotyczy tutaj wszystko). "Extremely Out" rozpoczyna się jeszcze mroczniej, chociaż główną rolę odgrywa tu mumifikowany hi-hats i acid. Trzeba powiedzieć, że niezbyt zachęcający do radosnej podróży. Same "melodie" co najmniej poprawne. W drugiej części zostaje wprowadzony totalny chaos pod kontrolą! I zadziwiająco świetnie to działa. "Future Flash", jak i następny utwór, trwa ponad dziesięć minut. Wstęp - mrok! Potem: stosunkowo lekki, pełzający, niskotonowy acid, zdistortionowany kick (nie brzmi to zbyt profesjonalnie w świetle "typowego" psytrance'u), i świst. A jeszcze dalej rozwija się schematycznie, bez arcyszczególnych wrażeń dla zmysłów. "Horizontal-y" to oczywiście tytułowa kompozycja. Schematem są tutaj masakrycznie agresywne, ale ambientowe intra. Po raz pierwszy daje się odczuć "normalny" bass. Zatopione w mroku i echu przemysłowe odgłosy to podstawa, która tutaj trzyma się mocno, będąc jedną z cech charakterystycznych tego albumu. Melodie nie wciągają, ale podoba mi się, że mają swój kształt - relatywnie odpowiedni do dziejącej się przebudowy świata. "Infinite Night Sky" to wyjątek potwierdzający regułę, bo początek jest dość słaby. Dopiero pod koniec drugiej minuty wchodzi jako taki motyw. Ale znowu ten kick... Chce chyba dyrygować całym utworem. Ogólnie przez większą część jest tu niestety nudno, albo inaczej: niezmiennie. "Space Whirl" to dobry utwór. "Za mało tu trance'u, a za dużo chaosu" - tak stwierdzą na 100% wielbiciele głównie izraelskiej wrażliwości na trance. Od mniej więcej połowy jest lepiej. O końcówce najlepiej świadczy tytuł. Przedostatnia kompozycja stawia nam pytanie: "How Far Can We Go?". Idealne pytanie, wyznacznik wytrzymałości. Sądziłeś dawno temu, gdy pierwszy raz wysłuchiwałeś psychedelicznych dźwięków, że psychedelia jest trudna? Przekonaj się jak bardzo się mylisz... Kilka wyśmienitych pętli w pierwszych minutach mnie pozytywnie zaskoczyło, brak industrializacji też - rolę główną przejęły melodie. Ostatnią kompozycją pierwszego i ostatniego, czyli jedynego albumu grupy Brain Deflections jest "Thought Vibration". Myślisz, że jesteś mocny?... Uderz mnie! Uderz najmocniej jak potrafisz!... Czym jest psychedelia? Nawet nie odpowiadaj - i tak nie znasz odpowiedzi... Miła atmosfera w towarzystwie fantazyjnych sampli robi to, co do niej należy. To "ambient"...

Bardzo, bardzo słaby poziom masteringu nie przeszkadza. Aż mnie to dziwi. Dynamika? Od 146 do 150 uderzeń na minutę. Na albumie zawarto sporo niecodziennych dźwięków, jakby ktoś uderzał w oddali metalem o metal i się z tego powodu cieszył. Specyficzna atmosfera to największa zaleta tego albumu. Można powiedzieć, że Grecy (Nikolaos Betsimeas, Georgios Zeikos, Athanasios Andreou) dali radę ukazania oryginalnego brzmienia, skądinąd typowego dla wytwórni Nephilim. Bardzo trudny w odbiorze psytrance. Dzisiaj, w roku 2005, nie ma już takiego bezkompromisowego stylu. Nie ma wytwórni Nephilim. Wciąż jest ten album - żyjący swoim własnym życiem. Walczący o swoje miejsce wśród setek full-onowych nowości... Reasumując: album jest co najmniej bardzo dobry, aczkolwiek to, jak go odbierzemy, zależy od naszego nastawienia. A musi być ono na pewno pozytywne.

Minęło kilkaset lat od samozagłady rodu człowieczego, który w pobratymczych walkach totalnie unicestwił swoje bogate dziedzictwo, zaś przede wszystkim swoje istnienie, swój gatunek, swój kwas dezoksyrybonukleinowy... Jaką ironią losu stał się fakt, że miejsce Homo Sapiens zajęły roboty - twory ludzi tak się jednak rozwinęły, że same poczęły tworzyć, kreować świat, kosmos. Nadszedł też czas, że robotoidy industrializują Układ Słoneczny... Chcesz wiedzieć jak to się dzieje? Jak roboty zagospodarowują gigantyczne przestrzenie między kolejnymi planetami? Jak roboty budują swój świat?

ocena 4/5
RB, 2005