Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) CALIFORNIA SUNSHINE - WONDERLAND
California Sunshine - Wonderland Wydawnictwo: Phonokol Records
Rok wydania: 2000

CD 1
01. Dejavu
02. Lunatic
03. Bhadones
04. Vertigo
05. The Deeper The Bluer - Remix
06. Wonderland
07. The Future Now
08. Summer 89 - Remix
09. Futuro

CD 2
01. Rain
02. Jajo
03. Summer 89
04. Black Moon
05. Imperia - Remix
06. Alala
07. Avalanche
08. Coming Home

California Sunshine to projekt Har-Ela Prussky'ego oraz DJa Miko. W 2000 roku Phonokol Records wydał na świat podsumowanie twórczości tej dwójki Izraelczyków. Tytuł albumu jest nieprzypadkowy. "Wonderland" to powstały w 1991 roku pierwszy znaczący utwór Har-Ela (do dziś współtwórcy także takich projektów jak: Adrenalin Drum, Carribian Sunrise, Dazzle Pulse, Unnatu, Virtual Obsession, także nagrywający pod własnym imieniem i nazwiskiem). A więc raj. Spełnienie. Coś najlepszego... Wcześniej powiedziałem o podsumowaniu - trafnie. Do symbolicznego roku 2000 duet wyprodukował albumy: "Trance", "Imperia", "Nasha" oraz "Flying Eye Land". Następny album grupy - "Sinking Sand" - wyszedł dopiero w 2003 roku (w międzyczasie DJ Miko promował samodzielnie krążek "X-Wave"). Tak więc to podsumowanie działalności. Album ten zawiera siedemnaście utworów na dwóch płytach, z czego mamy: dwa utwory innych artystów zremixowane przez Californię Sunshine, trzy utwory Californii Sunshine w remixach innych artystów, pięć utworów z poprzednich płyt duetu, a także siedem utworów niewydanych wcześniej na żadnej płycie. Pamiętać jednak należy o tym, że materiał tu zawarty nijak ma się do roku wydania albumu - jest on bardzo oldschoolowy, prosty, w pewnych przypadkach archaiczny nawet dla wielbicieli oldschoolowego goa.

"Dejavu. What did you say? Nothing just dejavu" - ja dejavu nie mam, jestem w świecie Californii Sunshine po pierwszy raz i z takiej perspektywy będę recenzował ten album... Gitarowe melodie w wykonaniu Drora Orgada, który wystąpił gościnnie u boku DJa Miko i Har-Ela, mają smutny charakter - to klasyczna, a elektryczna gitara? Smuci wykonaniem. Szczęście zakłóca w przypadku tego utworu również fatalne zsamplowanie kwestii ze słynnego filmu. Ale utwór ogólnie dobry jak najbardziej. "Lunatic" płynie z kolei w powietrzu jak ptak samotnie przemierzający morze - melancholia... goa w czystej postaci... "Bhadones" - te morze jakby poczęło się szargać bombardowane deszczem wad, a melodii astralnej (czyt. wciągającej) do tej pory brak. Melodystyka tu zawarta jest zbyt natarczywa. "Vertigo" - powiew przyjemnego goa-wiatru, "deszcz" zmienił się w lekko fałszujące(!) melodie. Optymizm w me życie wnosi Ofer Dikovsky w remixie "The Deeper The Bluer" (wersję podstawową utworzył sam Miko, bez Har-Ela). Stary styl Oforii - cóż wystarczy do większej orgii? Wachlarz radości dziwną wyspą się tu wzniósł wyżyną - można by rzec. "Wonderland" natomiast to ortodoksyjna klasyka. Nie podoba mi się. To nawet trudno nazwać goa, bo to raczej zwykły trance. "The Future Now" wnosi ożywienie w trochę skostniałe stopy; melodie tworzą emocjonalną gorycz. "Summer 89" to utwór z premierowego albumu projektu - na ścieżce ósmej mamy jego nostalgiczną wersję autorstwa Guya Zakrela z projektu MFG. Bez dodatkowych pejzaży, lekkie odświeżenie - mnie się podoba. I choć ogólnie jest bardzo, bardzo prostym utworem to główny motyw ma niepowtarzalny klimat. Chce się tego słuchać. "Futuro" zaś utworem jest pogodnym i prostackim jak euro trance. Kończy on przygodę z pierwszą płytą: na mój gust nierówną, ale w sumie dobrą, w porywach bardzo dobrą.

Czas na płytę drugą, mającą mniej tracków, ale tak samo długą. Dodać jeszcze należy, że kolejne kompozycje nachodzą na siebie. A to właśnie DJa Miko "mix" - w cudzysłowiu, bo trudno to nazwać typowym mixem (track się kończy - track się zaczyna)... "Rain", zawarty na ścieżce pierwszej, jest bardzo prostym utworem z samplami deszczu oraz infantylnymi melodiami. Od tracka kolejnego rozpoczynamy erę dwóch wspaniale satysfakcjonujących kompozycji. "Jajo", kompozycja z płyty "Nasha" z 1998 roku, to fenomenen. Proste, oldschoolowe, progresywne, ale jakże skutecznie relaksujące. Zaś pierwotna wersja "Summer 89", wcześniej znajdująca się na albumie "Trance", to kolejny track fantastyczny, bez zbędnych udziwnień, po prostu - klasyczny. Następnie wita nas drugi remix duetu - remix "Black Moon", we wcześniejszym wykonaniu projektu Killing Joke. Sentymentalizm z "Summer 89" zamienia się tu w trwożne goa. Nastrój grozy, nowoczesność w kontekście innych tracków. Jest więc dość ostro, ale generalnie nudno. Na piątej ścieżce mamy tytułowy utwór z albumu "Imperia" w remixie Shahafa Schwartmana (członek Power Source). Bez polotu. "Alala", kompozycja z debiutującego w 1997 roku albumu "Trance", jest pogodna jak letni wschód słońca; podnosi głos (Talib?): "alala", "alala", "alala" - ja osądzam: totalny brak charyzmy. "Avalanche" z albumu z tego samego roku (ale tym razem z krążka "Imperia", nie "Trance") wychwala optymistyczne melodyjki. "Coming Home", z płyty "Flying Eye Land", to już nie robota Har-Ela i Miko, ale Miko i przyjaciół: Amira Dvira i Yaniva Shulmana. To uplifting? To morning? Jak dla mnie to very boring... Końcówka pogodna i szczęśliwie płynąca strumieniem trance'u. Bo to nawet nie goa. Druga płyta jest jeszcze bardziej nierówna, a na jej całość rzutuje infantylna, druga część krążka.

California Sunshine prezentuje muzykę inną, niż tacy przedstawiciele goa jak Astral Projection czy MFG. Powiem szczerze: są tu koszmarne utwory, ale z tych dwóch płyt gdybym to ja miał wybrać te najpiękniejsze sny, to powstałby już album de facto, jak na Californię Sunshine - wg mnie wprost perfekcyjny. "Dejavu", "Lunatic", "Bhadones", "The Deeper The Bluer - Remix", "The Future Now", "Summer 89 - Remix", "Jajo", "Summer 89". Gdyby był jeden krążek i zawierał te właśnie kompozycje to uważam, że byłaby to obiektywnie bardzo dobra płyta. A tak mamy tu za dużo zwykłego trance'u, którego szybko odechciewa się słuchać. Muszę jednak przyznać, że gdy pierwszy raz słuchałem ten albumu to bardzo mi się podobał, ale to chyba efekt ówczesnej chwili. Bo tak naprawdę to w kontekście goa i tylko goa - album "Wonderland" wypada dość średnio, by nie powiedzieć: kiepsko. Ale jest haczyk, bo kilka wybranych utworów zapewnia naprawdę sporą dawkę przeżyć. W sumie więc jest dobrze.

ocena 3/5
RB, 2005