.jpg)
Wydawnictwo: BNE - Brand New Entertainment
Rok wydania: 2001
01. Unusual Ceremony
02. Gothic Prayer
03. Supernova
04. From Beyond
05. Depth Of Emotion
06. Tales Of Tragedy
07. Suckobus
08. Sleepwalking
09. Uine Saracomm
10. Orchestra Pile Pile (Feat. Yahel)
To był rok 2003. Pamiętam bardzo dobrze, gdy pierwszy raz słuchałem muzycznego wywodu grupy Dark Soho. Po obowiązkowej dawce astralnych projekcji przyszła pora na debiut tego izraelskiego zespołu - no i okazało się, że nie dotrwałem do końca tego jednego tracka, który to miał mi odsłonić rąbka tajemnicy muzyki tworzonej przez tę grupę. Nie pamiętam dokładnie, który to był utwór, aczkolwiek pochodził on na pewno z "Combustion" - kolejnego albumu Dark Soho. Był to wówczas tak dla mnie to utwór niewyobrażalnie trudny w odbiorze, że nawet ściszanie go nie skutkowało. Nie dałem fizycznie rady tego przetrzymać. Nie oznaczało to, że taki styl nie przypadł mi do gustu, ale oznaczało, że potrzebuję "trochę" czasu na powrót do tego stylu. Identyczna jak ta sytuacja w moim życiu już miała miejsce, tyle że z udziałem klasycznej twórczości Simona Posforda... Przy nadarzającej się okazji - a był to już sierpień 2004 roku - nabyłem debiutancki krążek Dark Soho. Traf chciał, że nie była to "zwykła" wersja albumu "Sun Spot", ale jej specjalna edycja. Słowo wyjaśnienia. Pierwsze wydanie tego albumu datuje się na rok 2000 w wykonaniu Sphere Records - jednak wydanie to było, krótko mówiąc, koszmarne z uwagi na monofoniczną(!) jakość dźwięku. W 2001 roku członkowie Dark Soho postanowili wydać ten album jeszcze raz, tym razem w izraelskim BNE. Zremasterowano dźwięk (zajął się tym Erez Aizen - członek zespołu Infected Mushroom), a do listy tracków dołączył jeden utwór - oto "Sun Spot" w nowej edycji... Przez osiem długich miesięcy nie mogłem w 100% rozgryźć tej płyty. Przez ten rzeczony czas moja opinia na temat tego albumu systematycznie ewoluowała... aż się zrewolucjonizowała. Dostrzegłem nieprawdopodobne zalety albumu "Sun Spot" po długim czasie, ale jak to się mówi - lepiej późno, niż wcale.
Pierwszym utworem na płycie jest "Unusual Ceremony" - utwór idealnie zabierający nas w podróż w mroczne strony muzyki Dark Soho. Rozpoczyna się łagodnie - downbeatowo, by z każdą kolejną minutą coraz lepiej przygotować do psychedelicznej orgii. Gitary, melodie, pady, bass (początkowo pulsuje z lewego głośnika, by na koniec otaczać swą aurą już każdą stronę świata), perkusja - wszystko na tysiąc plusów. Jest to jedna z tych kompozycji, które nigdy się nie nudzą!... "Gothic Prayer" dzieli się jakby na dwie części. W tej pierwszej towarzyszy nam specyficzny, przefiltrowany wokal; w drugiej mamy zaś do czynienia z prostą w swej budowie, a zarazem cudowną w odbiorze melodią, jak dla mnie lepszą niż ta z "Uine Saracomm". Co do bassu - w przeciwieństwie do wcześniejszego tracka tym razem bass rozpoczyna swą pracę z przeciwległej strony (nie aż tak ortodoksyjnie - takie odnoszę tylko wrażenie), ale tak samo kończy: nawilżając wszystko specyficzną falą, bez której muzyka Dark Soho na pewno nie byłaby muzyką Dark Soho... Po dwóch perłach przyszedł czas na gorszy ewidentnie utwór - tak sądziłem przez olbrzymi okres czasu. Myliłem się.
"Supernova" okazuje się bardzo dobrym utworem. Brak tu co prawda tej wyraźnej nuty gotycyzmu w melodystyce, która zawarta jest w przeważającej części pozostałych utworów, ale przez to chyba właśnie - to znaczy przez fakt braku końcowej melodii, mamy możliwość odczytania tego utwory w inny sposób: główny motyw nie jest może jakiś wystrzałowy, ale biorąc pod uwagę melodii także te wszelakie brutalne dźwięki można dojść do wniosku, że nawet nie jest to track bardzo dobry, ale naprawdę świetny. I tak go w sumie odbieram. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku "From Beyond", jednakże ten utwór broni się w swej melodyjności końcówką z padem w roli głównej. Atmosfera mroku otacza absolutnie wszystko, nieprzerwanie. Jestem pełen podziwu dla trójki Izraelczyków, że potrafiła z pozornie, wydawałoby się, zwykłych dźwięków stworzyć (specjalnie napisałem "stworzyć" - tak jak stwarza sam Bóg) bardzo ciekawy, brutalno-mroczno-smutny kolaż.
Gitary stają się - ale nie aż w takim stopniu jak w "Unusual Ceremony" - myślą przewodnią "Depth Of Emotion", utworu numer pięć. Znowu mamy do czynienia ze schematem: pierwsza połowa maksymalnie psychedeliczna, w drugiej zaś połowie dochodzą do tej psychozy melodyjne motywy. W przypadku opisywanego tracka mamy do czynienia z naprawdę smutną gitarową melodią oraz ponurym chórkiem, te dwa aspekty wspomagane są przez cięższą gitarę, która raczej prowadzi rytm w takim sensie jak prowadzi rytm bass, no i padem - lecz on odgrywa już rolę trzecioplanową. Kolejna perła na "Sun Spot" to "Tales Of Tragedy" - z każdym kolejnym uderzeniem zbliżamy się do smutnej, brutalnej, mrocznej, ponurej, krwawej, psychedelicznej opowieści! Pod względem budowy track rozwija się najbardziej progresywnie spośród wszystkich tu zebranych; początkowa, minimalna dawka emocji to zaledwie kilkanaście procent emocji zawartych na końcu.
W "Suckobus" mamy cudowny początek: monolog pewnego mężczyzny poparty bassem i cudownie wybitym rytmem klaśnięć! Przypomina to utwór "Eternal Feedback" z albumu "Echo" szwedzkiej grupy Vibrasphere. Następnie dochodzą darksohowskie standardy, z których na czoło wybija się bass - momentami jakby przyciszany tworzy... Ile razy będę powtarzał te słowa?... Cudownie demoniczną atmosferę! A na minus? Można zaliczyć melodie, ale i one posiadają iskrę. "Sleepwalking", czyli utwór numer osiem, pasuje akurat doskonale w to miejscu albumu. Dlaczego? Dlatego, że następnym trackiem jest "Uine Saracomm" - bez wątpienia danie główne tego albumu. "Sleepwalking", jak i poprzedni utwór, stanowią niejaki wstęp do wspomnianej przed chwilą kompozycji, ale na razie z głośników dobiega do mnie "Lunatykowanie": nazwa w utworze grupy Dark Soho po raz kolejny idealnie oddaje stan emocji przedzierany do umysłu. Pojawiająca się po czwartej minucie stringowa melodia byłaby z całą pewnością odpowiednim tłem kilku z tych lepszych, straszniejszych filmów. Hipnotyczny zastrzyk w mózg...
Przedostatni utwór: "Uine Saracomm"... Jeśli cokolwiek teraz powiem to czy będzie miało to głębszy sens? Utwór, którym grupa Dark Soho skusiła mnie na ten album jeszcze na długo przed opisem ze wstępu tej recenzji: gotycki, ostry, mroczny, filharmoniczny, głęboki, groźny, dystyngowany, horrorowaty, krwisty, schizofreniczny, zły, wrogi, piekielny; ale też: spokojny, miłosierny(?)... I na tym byłby koniec, ale na deser zostaje "Orchestra Pile Pile"! Gdy przez kilka pierwszych razów zagłębiałem się w "Sun Spot" to odczuwałem w tym dokładnie momencie przeświadczenie o pomyłce ze strony Boxera i ekipy. Rozumiem jakiś duet na koniec, ale od razu z Yahelem? Wniosek przyszedł po czasie, kolejny raz pokazujący mi złudność mego "pierwszego wrażenia", jak i tych nastu/dziesięciu następnych. Ta przestrzenna, psychedeliczna rzeź pozytywnie na mnie do dzisiaj oddziaływuje, i tak jak powiedziałem w przypadku utworu "Unusual Ceremony": jeden z tych utworów, które nigdy się nie nudzą! Bez wątpienia w życiu lepszej produkcji Yahela nie słyszałem: jest jego poranność i przestrzenność, ale Święta Trójca rodem z krainy zwanej Dark Soho nie zepchała się na boczny tor: są (znowu!) świetne (znowu!) gitary i (znowu!) świetnie okalający całość bass.
Jak więc wygląda całość? Perfekcyjnie. Uważam, że każdy sampel (czy to składający się na bass, czy hi-hats) jest na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Każdy. To, co najmilej wspominam z kolejnych wojaży to ta nietuzinkowa aura tajemniczości - nie wiem, ile już razy słuchałem ten album, było tego tak dużo, ale upłynie jeszcze trochę wody w Wiśle, zanim zapamiętam każdy track w sposób taki, że nie będzie stanowił dla mnie wyzwania: najważniejsza dla mnie kwestia w psychedelii to właśnie kwestia nieprzewidywalności, to ta cecha sprowokowała we mnie zainteresowanie takim stylem muzyki - odkrywanie za każdym razem na nowo tego samego to wspaniałe przeżycie! Jesli chodzi o techniczne aspekty to jest jak powiedziałem już - idealnie, chociaż jedyną bolączką jest jakość dźwięku: nawet po zremasterowaniu płyta nie brzmi tak doskonale jak w innych wydaniach labela BNE. Powiem nawet, że pierwszy album Infected Mushroom - "The Gathering" z roku 1999 - brzmi zdecydowanie lepiej, nie mówiąc już o kolejnych produkcjach. Ale to już jest szukanie dziury w całym - i to z premedytacją staram się od czasu do czasu robić... Muszę w tym momencie oddać cześć zespołowi Dark Soho (wówczas grupa składała się z trzech artystów: Boxera Sagiva, Ze'eva Dukemana i Omera Kadosha znanego też jako Rizo) - jest to jeden z najlepszych debiutów na psytrance'owej scenie przełomu wieków, i jakże oryginalny - a przecież to Izrael.
Być może w tej chwili kogoś zaskoczę, ale muzyka zawarta na tej płycie nie jest trance'em: jest trance'owa, ale nie jest trance'em. Aby odczuć klimat tego albumu w pełni, trzeba się po prostu odpowiednio psychicznie przygotować, słuchanie "Sun Spot" w locie to chybiony pomysł: wiele dźwięków, motywów, może zwyczajnie zaboleć i można nie wytrzymać - tak jak ja kiedyś; choć zaznaczam, że to były moje absolutne początki w świecie psychedelicznie ubranych dźwięków... Ponadto ta produkcja posiada wspaniałą zaletę: o ile całość posiada mroczny wydźwięk, o czym już wcześniej wiele razy wspominałem, o tyle utwór pierwszy jak i ostatni stanowią idealną łączność pomiędzy zwykłym światem, w którym wszyscy żyjemy, a światem Dark Soho; nie są tak przygnębiające. Album jest mocny, energetyczny, pełen energii. Tak sugestywnej ferii jednej barwy emocji nie słyszy się za często na innych albumach, a tutaj? Co kolejny utwór to taka sama, ale jednak inna feria mroku. No i na ostatni już plus - doskonałe zgranie wszystkich utworów, które lecą bez przerwy - pięknie się po prostu nakładają. Taką siłę ma ta kompilacja muzycznych umiejętności Boxera Sagiva, Ze'eva Dukemana i Omera Kadosha aka Rizo, że moja rekomendacja ma najwyższy wymiar.

RB, 2005