Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 21/08/07) DOOF - LET'S TURN ON
Doof - Let's Turn On Wydawnictw: TIP Records
Rok wydania: 1996

01. Let's Turn On
02. Mars Needs Women (96 Mix)
03. Youth Of The Galaxy (Final Demand Mix)
04. Double Dragons
05. Sunshrine
06. Secret Sun (Sunbeam Mix)
07. Angelina
08. Destination Bom
09. Star Above Parvati (Bijli Mahadev Mix)




Doof to Nick Barber, zaś "Let's Turn On" to nazwa jego debiutanckiego albumu wydanego w 1996 roku w legendarnym i już nieistniejącym TIP Records. Omawiana płyta wyszła w 1996 roku i brzmi tak dobrze, jak na ten rok przystało. Ni mniej ni więcej, tylko to krążek-klasyka. Album rozpoczyna utwór perfekcyjny, ogromnie charyzmatyczny, totalnie klasyczny. Współpraca Nicka Barbera z Simonem Posfordem (Hallucinogen) dała w rezultacie jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w historii muzyki goa. Mamy w tytułowym "Let's Turn On" bardzo, bardzo zakręcone motywy, dynamikę, energię, szaleństwo. Melodie są piękne, acz osobiście szczególnie cenię te z pierwszej części. Jest wówczas trochę spokojniej, zaś linie nachodzą na siebie wprost genialnie; w drugiej fazie mamy dynamiczną ekspresję melodii. To zdecydowanie najlepszy utwór albumu. Fenomen. Utwór radosny, choć nie jest to uplifting. Rzekłbym, że to odpowiednik halucynogennego "LSD". Moim zdaniem to zdecydowanie najlepszy utwór w dziejach twórczości Nicka Barbera, acz muszę szczerze przyznać, iż nie słyszałem nawet połowy dorobku Brytyjczyka - kompozycja "Let's Turn On" jest tak wspaniała, że w pełni świadom ryzykuję odniesienie do całej muzyki Nicka. Utwór ten również tak fascynuje, że nawet zapomina się niekiedy o zaletach następnych tracków. Bo choć rzeczywiście mają zalety (ah mają!), są dobrym oldschoolowym goa, to jednak "Let's Turn On" jest przy nich jak Mount Everest przy Karpatach. Jeden utwór diametralnie lepszy niż seria pozostałych.

Dlatego po "Let's Turn On" następuje rozczarowanie. Kolejne kompozycje powodują grymas bólu wyjścia z raju. Łechtają one czule słuch, ale nie należą do tego ścisłego kanonu goa. Tyle razy, ile słuchałem track pierwszy, tyle razy słuchałem wszystkie pozostałe utwory razem wzięte. Chwilami są ekscytujące, jednakowoż brak im ważnej cechy - aranżacyjnego polotu. Przykłady do porównania niech będą następujące: Hallucinogen, Astral Projection. Projekt brytyjski i projekt izraelski, oba najlepsze w swych krajach, oba uznane, jak Doof, już w 1996 roku. W przypadku Hallucinogena i Astral Projection mamy multimelodie - melodyjne autostrady. Przypadek Doofa jest taki, że o ile jego utwory - co powtarzam do upadłego - emanują oldschoolową atmosferą, to jednak są dość proste i nie posiadają wyróżniających ich zalet na tle goa połowy lat 90.; trzymając się drogowego porównania, są jak droga szybkiego ruchu. Nie jest to klasa arcymistrzowska. Brak melodiom brawury, są one nie dość - jak na przynajmniej mój gust - zakręcone. A po tym poznaje się kardynałów goa i tylko spośród ich grona każdy dobiera sobie wedle własnego uznania swego muzycznego papieża. W efekcie tego wszystkiego moim zdaniem album "Let's Turn On" prezentuje tylko bardzo ładne krajobrazy goa, a powinien eskalować ekstazą. Bo tego należy, ba! trzeba oczekiwać od (współ)twórcy cudnej kompozycji tytułowej.

ocena 4/5
RB, sierpień 2007