Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 27/04/08) Future Prophecy - Future Prophecy
Future Prophecy - Future Prophecy Wydawnictwo: Big Foot Records
Rok wydania: 1997

01. Future Prophecy
02. Aperitif
03. Galaxy
04. Vertigo
05. Ritual
06. Yesterday
07. Bizarre
08. Peace Conference
09. Sunrise




Haguy Elazar oraz Itay Elazar to izraelscy bracia, których pomysł na muzykę to Future Prophecy. Ich debiut nastąpił w 1997 roku dzięki Big Foot Records, które wydało wtedy płytę tych muzyków pod tym samym tytułem, co nazwa ich projektu. Premierowy album braci, swoją drogą: nigdy nie zaliczanych do najlepszych w dziejach twórców sceny, prezentuje muzykę będącą mieszanką trance'u i goa trance'u. Efekt tego nie jest jednak udany. Przede wszystkim dlatego, że zawarte na krążku melodie są bardzo proste. Nie porywają. Nie są brawurowe. Są kiepskie. Może i część wpada w ucho, ale też szybko wypada. Z całą pewnością nie ma tu artyzmu. Cząstka artyzmu znajduje się za to w tłach niektórych aranżacji. Gdy włączy się jakiś moment tej płyty, to całkiem możliwe, że usłyszane brzmienie się spodoba. Problem przychodzi wówczas, gdy zdecydujemy się na przesłuchanie całego albumu. Wtedy rażą nie tylko melodie, lecz również brak pomysłów, brak stylu. Niestety jedyna rzecz, jaką zapamiętuje się po przesłuchaniu tego albumu to wspomniany jego fakt pomieszania muzyki trance z muzyką goa trance - co przecież jest tylko neutralnym stwierdzeniem faktu. Jeśli natomiast chodzi o szczegóły wad, to nade wszystkim bardzo źle brzmi początkowy motyw utworu tytułowego, czyli tym samym początkowy motyw płyty, którym jest string. Powinien on być przynajmniej ubrany w jakiś efekt, gdyż w negliżu brzmi kompletnie sztucznie i bardzo, bardzo irytująco. Jednakże chyba najgorszy element tego albumu to utwór ostatni - "Sunrise". Elementem złym jest cały ten utwór, gdyż jest to infantylny trance, który - na wcześniejszym tle, na tle nielicznych, ale jakoś przyjemnych, jakoś skomplikowanych momentów, gdzie były zgrabnie ze sobą połączone linie goa - wypada żenująco słabo: niesmacznie, odpychająco. I cały album oceniłbym jako żenująco słaby, lecz z uwagi na te porządne momenty goa - z których kompozycje "Galaxy" oraz "Bizarre" wypadają (bardzo relatywnie) błyskotliwie - wypada mi go ostatecznie zreasumować jako nieudolny i nie mający swego własnego "ja".

ocena 1/5
RB, marzec 2008