Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) HALLUCINOGEN - TWISTED
Hallucinogen - Twisted Wydawnictwo: Twisted Records
Rok wydania: 1999

01. LSD
02. Orphic Thrench
03. Alpha Centauri
04. Dark Magus
05. Shamanix
06. Snarling Black Mabel
07. Fluoro Neuro Sponge
08. Solstice





"Twisted" to jeden z najbardziej rozpoznawalnych albumów w historii psytrance'u. Po dobrnięciu do jego istoty myślami kieruje już tylko euforia. Zawiera świetne aranżacje, niespotykany i bardzo charakterystyczny klimat. Jest dynamiczny, dziwaczny, melodyjny, psychedeliczny i - jak sam tytuł wskazuje - zakręcony. Czegoś takiego bez wątpienia wcześniej nie było. Simon Posford wykreował niepowtarzalny styl. Od debiutu w 1995 roku znalazł wielu naśladowców, a mimo to "Twisted" nadal jest niedoścignionym wzorem, któremu dorównać może jedynie inna twórczość tego brytyjskiego muzyka. Naturalną koleją rzeczy było to, że Twisted Records, label Simona Holtona i Simona Posforda, wznowi u siebie edycję tego albumu, który cztery lata wcześniej wyszedł nakładem legendarnego Dragonfly Records.

Pierwsza ścieżka wypalona na tej płycie przeznaczona została na utwór kultowy - "LSD". Tytuł w oczywisty sposób jest nawiązaniem do narkotyku (pod wpływem to którego podobno Simon wykreował tę kompozycję). Utwór ten rozpoczyna się przyjemnym ambientem, potem w paru chwilach lata nam chór, a mniej więcej w połowie utworu wchodzi wprost idealna melodia - znak rozpoznawczy tej legendy. Do tego dodajmy perfekcyjną aranżację... Późniejsza wersja na żywo "LSD" ("LSD Live") to doskonały przykład tego, że nawet ideał potrafi Posford ulepszyć. Niemożliwe?... Drugi, kolejny utwór jest także wspaniały, chociaż nie tak charyzmatyczny jak jego poprzednik. "Orphic Thrench" jest trochę bardziej tajemniczy, dziki, zaś jego główny motyw zionie, jak smok ogniem, swą doskonałością. Alpha Centauri jest trzecią co do jasności gwiazdą na naszym niebie (prócz Słońca), a na tym albumie utwór "Alpha Centauri" jest trzecim utworem z kolei. Track tak zatytułowany zawiera wspaniałe kobiece nucenia; wyczuwa się nawet kosmiczność, aczkolwiek klimat całego "Twisted" odbiega od takiego porównania. "Dark Magus", tak jak każdy tu utwór, nie natychmiast wydobywa z siebie to, co ma najlepszego. W pewnej sekundzie jednak nagle melodia-bohater atakuje w przypływie swej furii jak rozwścieczony żołnierz na wojnie, i już nie odpuszcza. Dosyć jednostajna to kompozycja, ale nie ulega też wątpliwościom, że znakomita.

Z kolei "Shamanix" rozpoczyna się mrocznie i groźnie, następnie słyszymy w nim nawet raz zagrany celtycki motyw, a prawie cały czas dobiega do nas niedająca się przetłumaczyć mowa jakiegoś osobnika. To z pewnością najbardziej schizofreniczny, wariacki (nagle klimat się zmienia i nastaje atmosfera zmelodyzowana optymizmem) oraz ironiczny utwór na płycie. Jeśli chodzi o szósty track, to wręcz trzeba powiedzieć o jego fenomenalnym wstępie, w którym to dynamika zwiększa się w przeciągu paru sekund i przenosi słuchacza migiem w głębię kolejnego świata; niby to proste, ale jakże skuteczne. "Snarling Black Mabel" (bo o nim mowa w ostatnim zdaniu) ogólnie jest utrzymany w mrocznej atmosferze; w tle mamy psychedeliczne wołania(?), czy może poetycko: kobiece echo. Przedostatni utwór albumu "Twisted", "Fluoro Neuro Sponge", rozwija się imponująco; jest bardzo zakręcony, nawet w porównaniu z resztą produkcji z tej płyty. Nie omieszkał także i tutaj Simon Poaford wdrożyć trafiające w gust melodie. Natomiast ostatni już track posiada w sobie dwa utwory. "Solstice" rozpoczyna się w spokojny sposób, ma lekko zmniejszoną dynamikę, chociaż tak jak wcześniejsze kompozycje bogaty aranż, treść przepełnioną melodiami. Po jego zakończeniu i odczekaniu blisko sześciu minut, wita nas owy drugi utwór, który trwa przeszło trzy minuty i jest bardzo przyjemnym ambientem. Cały album kończy się dokładnie w 74. minucie.

Album ten zawiera osiem tracków: idealnie zaaranżowanych, kwaśnych, z wieloma melodiami, szalonymi pomysłami, wieloma cudownymi pętlami. Każdy utwór ma swój charakter, coś niepowtarzalnego, a mimo to całość albumu ma ją również, odosobnioną. Przejścia między kolejnymi trackami są całkowicie bezbolesne, po prostu mistrzowskie. Brzmienie jest metaliczno-cybernetyczne. Bass adaptuje się w melodyjne dźwięki tak znakomicie, jak to tylko możliwe... Czego można chcieć więcej? Tylko innych dzieł Simona Posforda!

ocena 5/5
RB, kwiecień 2006