
Wydawnictwo: Chillcode Music
Rok wydania: 2005
01. Communicate
02. Ocean's One
03. Organic
04. Spectral
05. Wonderworld
06. Outback
07. Riddle Rythm
08. Lost Time
Za projektem Human Blue stoi Dag Wallin. Szwedzki muzyk dał się poznać do czasu wydania albumu "Diskovery Channel" jako artysta stricte psytrance'owy. Pod tym względem nie znam dokładnie twórczości Daga. Nie słyszałem żadnego z jego trzech krążków. Zaciekawił mnie jednak jego pierwszy chilloutowy album. Wydany pod koniec 2005 roku w bardzo dobrym niemieckiem labelu Chillcode Music, "Diskovery Channel" szybko znalazł uznanie w moich oczach (uszach). I to już po pierwszym przesłuchaniu. Cóż w nim takiego jest? Nim dojdziemy do rzeczowej konkluzji na ten temat, przypatrzmy się ósemce tracków zawartych na płycie.
Utwór pierwszy posiada coś, co - byłem o tym święcie przekonany - nigdy mi się nie spodoba, nigdy tego nie zaakceptuje w jakimkolwiek utworze. A mianowicie: mówiono-śpiewano-nucony skomputeryzowany męski wokal. Jednakże "Communicate" ma tak świetną otoczkę (orzeźwiające, długie pady), że wokal ten spełnia swą rolę. Wspaniały utwór, ale najlepszy na albumie dla mnie jest "Ocean's One". Kompozycja ta posiada krótką, wielokrotnie powtarzaną, opadającą i wznoszącą się w goa stylu, cudowną melodię, którą chce się słuchać po wielokroć, wolną rytmikę, a także fantystyczne pady. Całość ma niewątpliwie morski wymiar, a kojarzy mi się z wodą nie tylko z powodu tytułu (który zresztą jest zapewne grą słów w odniesieniu do pewnego filmu). Utwór ten jest sugestywny: bardzo rześki, rozległy, poranny, wschodzący, optymistyczny, radosny... po prostu piękna to kompozycja. Następny jest "Organic". Po raz kolejny mamy utwór posiadający tę samą muzyczną energię, chociaż brak tu charyzmy poprzednich tracków. "Spectral" to utwór na podobnym, bardzo wysokim poziomie. Posiada nucące, męskie wokale, znakomite (jak zwykle) pady i przyjemne melodie. Jedynym utworem, który może walczyć z "Ocean's One" o miano najlepszego tracka na tym albumie jest dla mnie "Wonderland". W kwestii technicznej nadal wszystko stoi na najwyższym poziomie, lecz track ten posiada melodię wprost z innego wymiaru: sentymentalną... cudowną... rajską?... Bass znakomicie dopełnia się do tego świetnego obrazu. W zasadzie wszystko tu zasługuje na pochwały. Szkoda, że kolejny "Outback" ma wakacyjny klimat. Morze, plaża, palmy i my. Następny "Riddle Rythm" to utwór o największej dynamice. Goa z padami w downtempowej scenerii nigdy się nie nudzi. Ostatnia kompozycja rozwija się z kolei bardzo leniwie, progresywnie. O ile melodiom tego albumu nie można nic zarzucić, to jednak główny motyw tego tracka niezbyt mi imponuje - wydaje mi się zbyt prosty. "Lost Time" mimo wszystko zamyka płytę w sposób bardzo ładny.
Największą zaletą albumu "Diskovery Channel" jest świeżość. Nie mam na myśli nowych pomysłów, rozwiązań, lecz to, że ilekroć słucha się tego albumu, to tryska on orzeźwiającymi dźwiękami. Powoduje radość. Szkoda, że Dag nie pozostał przy tym brzmieniu. Jego najnowszy album - "misStArRyAs Xperience", który właśnie się ukazał dzięki wydawnictwu Transient Records, jest powrotem na "stare śmiecie". Mam jednak nadzieję, że sukces "Diskovery Channel" zachęci go do skomponowania jeszcze niejednej płyty w tym stylu.

RB, listopad 2006
|