
Wydawnictwo: Muti Music
Rok wydania: 2008
01. Colours
02. Irma Vep (Feat. Masia One)
03. Collateral Damage
04. Eggplantation
05. Sweatshop
06. Have Dreadlox, Will Travel
07. The Skizza
08. Scratchdisc
09. Heads n Tails (ill.gates Mix)
10. Prickles n Goo
11. Adaggio For Disney Hall And Coffee Grinder
12. Net Neutrality Rantapella
13. Irma Vep (Original Mix)
Ill.gates to producent z Toronto (Kanada), znanego wcześniej z aktu o nazwie The Phat Conductor. Powiem to wprost: jego premierowy album, zatytułowany "Autopirate" i wydany w amerykańskim labelu Muti Music, już podczas pierwszego przesłuchiwania powala słuchacza na kolana swą znakomitą techniką. Ill.gates - wspomagany przy kreowaniu tego albumu gościnnym udziałem jedenastu innych muzyków w kolejnych utworach, z których największy angaż miał współkompozytor czterech tracków Meesha - to artysta doskonały technicznie i każda inna opinia na ten temat będzie po prostu bezczelnym kłamstwem. Jego płyta trwa równe 55 minut i zawiera trzynaście udanych utworów, których brzmienie wycieka z wielu stylów muzyki; oczywiście to elektroniczna sfera jest tą, w której znajduje się jądro wszystkiego na tym albumie. "Autopirate" to suma breakbeatu, dubstepu, electro, techno i eksperymentów, ale i - uwaga - hip hopu oraz grime'u.
Ten album, z perspektywy masowego odbiorcy, zauważony będzie głównie dzięki zawartym tu raperskim konwencjom. W tym temacie dwuodsłonowy utwór "Irma Vep" to produkcja absolutnie przedstawiająca hip hop. I chociaż dziki kobiecy rap ze ścieżki drugiej wypada na tle aranżacji bardziej tanecznie w porównaniu z oryginałem z trzynastej ścieżki i tam zawartym oszczędnym męskim rapem, to obydwa wokale są tak samo efektownym jak i efektywnym dodatkiem do owego znakomitego technicznie podkładu. (Nie odniosę się do lirycznych treści tych utworów, gdyż jest to kompletnie nieistotne w przypadku tego albumu w związku z jego muzycznym skupieniem się na innych rzeczach). Prócz tych dwóch kompozycji, pozostałe grają w drużynie o wydźwięku pełni elektronicznym, gdzie wokal jest suplementem co najwyżej i gdzie ill.gates (oryginalnie nazwa projektu rozpoczyna się z małej litery) przedstawia różnorodność takiego typu, że - niech się tak wyrażę - łatwe szufladkowanie muzyki nie jest łatwe, na szczęście. Chociaż dodać muszę, że typ włączenia regularnego wokalu mamy też na ścieżce o nazwie "Prickles n Goo". Z mojej jednak perspektywy to utwór bardzo niejednoznaczny i na pewno nie tak konwencjonalny jak hip hopowe propozycje ill.gates. To piosenka, ale niezwykle wyrafinowanie przyprawiona. Deszczowy, melancholijny kobiecy śpiew doskonale wpisuje się tu w fenomenalną, dynamiczną breakbeatową aranżację z nutami gitary, gdzie poddane elektronicznej manipulacji dźwięki nieomal latają wokół nas. Chapeau bas!
Jest jednak i lepszy utwór: początkowy "Colours". Same tu plusy, a największe to silny bass (jego wibrujące partie są po prostu cudowne), trochę nostalgiczna melodystyka (całkiem niecodzienna jak na kontekst kolejnych utworów) oraz skakająca rytmika. Wszystko połączono idealnie harmonijnie. To złoto tego albumu i najlepszy z możliwych start do niego start już od pierwszej sekundy. A dalej: hip hopowa stylistyka, ale bezwokalna, to również "Eggplantation" i "Heads n Tails (ill.gates Mix)", "Collateral Damage" to najbardziej efektowne grymasy doby breakbeatu na tym albumie, "Sweatshop" to energetyczny i kroczący dubstep z apodaktycznym syntezatorem w roli głównej, "Have Dreadlox, Will Travel" to electro i breakbeat w melodii, "The Skizza" to breakbeatowe szaleństwo, a "Scratchdisc" to zabawa z mnóstwem scratchów i sampli z house'owym nawilżeniem breakbeatu. Ponadto są tu też dwie ścieżki wyrywające się z powyższych muzycznych gam. "Adaggio For Disney Hall And Coffee Grinder" to masywnie energetyczny technocentryzm dubstepu. Natomiast "Net Neutrality Rantapella" to gra mówionymi samplami, w błyskawicznym tempie kolejne kwestie (m.in. Georga W. Busha juniora) zostają inteligentnie sklejane w temat internetu. Ładna manipulacja.
"Autopirate" to dynamiczny dynamit. Utwory są wysoce taneczne i klubowe, ale taneczne i klubowe w tym też pozytywnym sensie, że i dla samego domowego ucha stanowi ich słuchanie wielką przyjemność z uwagi na techniczny idealizm ill.gates: wszystko jest dopracowane, aranżacje są bardzo często łamane i wzbogacane wielością różnych sampli. Nie ma nudności, jest energia i świeżość. Emocjonalna głębia znajduje się tu w mniejszości, ale przecież już same style, a raczej ich większość, tu przedstawiona mówi same za siebie. W tej całej klubowej naturze można też wykryć futurystyczne pierwiastki - początkowe sekundy "Prickles n Goo" to czysta maksymalizacja technicyzacji, a np. "Adaggio For Disney Hall And Coffee Grinder" to już cała tego zrobotyzowana afirmacja. Osobiście najbardziej cenię "Colours" oraz "Prickles n Goo" z uwagi na piękny balans między głębią a techniczną brawurą.

RB, listopad 2008