
Wydawnictwo: BNE - Brand New Entertainment
Rok wydania: 2001
01. Never Ever Land
02. Unbalanced (Baby Killer Rmx)
03. Spaniard
04. B.P. Empire
05. Funchameleon
06. Tasty Mushroom
07. Noise Maker
08. P.G.M.
09. Dancing With Kadafi
Infected Mushroom chyba przedstawiać nie trzeba. Tworzący ten projekt Izraelczycy - Erez Aizen i Amit Duvdevani - już po dwóch latach od czasu swego premierowego krążka wybili się na najwyższy poziom psychedelic trance. Ich poprzednia produkcja, "Classical Mushroom", zdecydowanie obrała dobry kierunek psychedelicznych działań. Czy trzeci album muzyków zatytułowany "B.P. Empire" to krok naprzód w tym kierunku? Czy to kolejna świetna płyta Infected Mushroom?!
"Never Ever Land". Jak na Infected Mushroom to jest to utwór bardzo oszczędny. Jest to track przypominający "None Of This Is Real" z płyty "Classical Mushroom" (drugi album IM z 2000 roku) i "Deeply Disturbed" z płyty "Converting Vegetarians" (czwarty album IM z 2003 roku). W tle asystują tu często pady. Jest to kolejna nowość w muzyce Ereza i Amita. Świetnie pasuje do atmosfery kompozycji kwestia "infect me...". Całość jest nostalgiczna i piękna. "Unbalanced (Baby Killer Rmx)". Poprzedniej wersji tego utworu nie słyszałem, więc nie będę w tym momencie prowadził analiz porównawczych w tym zakresie. Muzycznie znowu jest oszczędnie, ale nie nostalgicznie, a gotycko. To co mnie niezwykle raduje, to mnóstwo padów i chórów, które cudownie otaczają melodie. Brakuje mi jednak czegoś, co by bardziej to wszystko pociągnęło naprzód. Bardzo dobra produkcja.
"Spaniard". Bardzo przestrzenny to utwór - bardzo, chociaż z drugiej strony są w nim momenty "zamknięte", ale takie wrażenie odnoszę największe - nieograniczonej przestrzeni. Zakręcony i mający drugie dno utwór. W jego drugiej części pojawia się wspaniała orgia dźwięków podnosząca ciśnienie i rytm serca. "Jak na razie nie wiem co sądzić o tym albumie. Kompletnie nie wiem, ale kolejna kompozycja winna mi jest coś podpowiedzieć w tym temacie, bo to przecież utwór tytułowy" - taka była moja myśl podczas pierwszych wtajemniczeń w ten album właśnie w tym momencie płyty... "B.P. Empire". Utwór ten otwiera mówiona kwestia z pewnego filmu, lecz jest to tu dziwnie wplecione, bo bez żadnego efektu; choć sam tekst jest adekwatny, to jego sposób wypowiedzi nie pasuje do stylistyki Infected Mushroom. Jak na tytułowy utwór jest nadwyraz słabiutko. Chociaż cieszy fakt czystej dźwiękowej psychedelii pod koniec tego tracka.
"Funchameleon". Psychedeliczny diament. Gitarowa melodia tak ujmuje, jak ta z fenomenalnego "Sailing In The Sea Of Mushroom". Jest przestrzennie. Jest klimatycznie. Jest psychedelicznie. "Doprawdy wyśmienity to utwór, lecz dalej nie wiem mimo to, co sądzić o wartości całego albumu z perspektywy większości już przecież zawartych nań tracków" - i kolejna ma "złota" myśl. Po tylu miesiącach orzekam, że "Funchameleon" to przecudowny utwór z jeszcze przecudowniejszym brzmieniem w chwili, gdy wkracza ta piękna, dodająca energii na cały dzień, gitarowa melodia. "Tasty Mushroom". Po paru latynoskich rytmach utwór ten wprowadza w klimat podobny do tego z kompozycji "B.P. Empire". W przeciwieństwie jednak do czwartego tracka na tym albumie, kwestia z zawartym tytułem obecnego akurat utworu jest niesamowicie kusząca. Może nie tyle to pytanie, co sama odpowiedź na nie jest smaczna. Znowu mamy tu sugestywne poczucie smutku, żalu, roztargnienia. Aczkolwiek sama kompozycja tak do końca udana moim zdaniem nie jest.
"Noise Maker". "Najlepszy utwór? Raczej tak" - to ma pierwsza ocena. W 1:57 totalnie wykręcona i zakręcona na wszystkie sposoby kwestia pobudzi nawet najbardziej zgorzkniałego przeciwnika Infected Mushroom. Cudownie przestrzenny, jednoosobowy kobiecy głos, przeplatany typowo "zainfekowaną" siekaniną nie prowadzącą do nikąd (i to oczywiście zaleta). To ponadto jeden z nielicznych utworów grupy w całej jej historii, w którym zawarty jest kobiecy wokal w nieśpiewanej formie. Brzmi pięknie. "P.G.M.". Przedostatni utwór płyty jest najdynamiczniejszy z wszystkich tu zebranych. "Pasowałby do poprzedniego albumu. Może nawet lepszy to utwór niż 'Noise Maker'... No bo w sumie to zdecydowanego lidera na tej płycie chyba nie ma" - jeszcze jedna myśl po początkowych przesłuchaniach. Cudowny jest motyw z "boksowaniem się" przed wejściem głównej fazy, a po jej wejściu - nastaje natychmiastowo kolejna nirwana.
"Dancing With Kadafi". Końcówka płyty nie zawodzi. Mogę rzecz, że jest to niejakie preludium do płyty "The Other Side" z kolejnego albumu Infected Mushroom ("Converting Vegetarians"). Komu podoba się klimat "Innej Strony" to na pewno nie pogardzi tym "Tańcem z Kadafim", najdłuższym utworem na "B.P. Empire". Komu z kolei ten akurat utwór najbardziej przypadnie do gustu z całej tej płyty, to przy "The Other Side" dozna z pewnością psychicznego orgazmu... Kompozycja ta jest jakby mixem kilku utworów. Jest chilloutowo, bardzo melodyjnie i oryginalnie.
"B.P. Empire" jawi mi się jako niekończąca się, a może niezakończona jeszcze, podróż w kierunku pewnego, bliżej nieokreślonego miejsca. Album ten zyskuje przez te wrażenie ciągłej podróży wiele w moim odczuciu. W kwestiach czysto technicznych nie da się nie zauważyć szeregu zmian. Oczywiście doskonała jakość absolutnie wszystkich dźwięków w albumach Infected Mushroom wydanych w XXI wieku to norma, nie inaczej jest rzecz jasna tutaj. Ale tak naprawdę mam na myśli co innego w aspekcie zmian. Czasem jest to kilka sampli prowadzących progresywnie do "zainfekowania", czasem nawałnica dźwięków pochłaniająca słuchacza bez reszty w sposób taki, w jaki czynił to bez żadnej praktycznie dłuższej przerwy "Classical Mushroom" - to ta nieobliczalność jest tu największą zmianą.
Dla mnie to "Classical Mushroom" jest kwintesencją działalności Amita Duvdevaniego i Ereza Aizena w sferze psytrance'owych doznań i jego bym polecił tym z was, którzy jeszcze nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi, a nie "B.P. Empire". "B.P. Empire" polecam później, jeszcze później "The Gathering" i na koniec "Converting Vegetarians".

RB, 2005