Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) INFECTED MUSHROOM - IM THE SUPERVISOR
Infected Mushroom - IM The Supervisor Wydawnictwo: BNE - Brand New Entertainment
Rok wydania: 2004

01. IM The Supervisor
02. Ratio Shmatio
03. Muse Breaks RMX
04. Meduzz
05. Cities Of The Future
06. Horus The Chorus
07. Frog Machine
08. Noon
09. Bombat
10. Stretched



"IM The Supervisor" to już piąty album szanowanej przez jednych i nienawidzonej przez innych grupy Infected Mushroom (Erez Aizen - Amit Duvdevani). Poprzedni album "Converting Vegetarians" nie okazał się być chwilowym skokiem po mniej zainteresowaną psytrance'em grupę ludzi, ale początkiem nowej ery twórczości tego izraelskiego projektu... Tym razem będzie to nietypowa recenzja, gdyż poniżej zaprezentuję dwie skrajne oceny, obydwie moje: po pierwszym przesłuchaniu i po kolejnych przesłuchaniach, by lepiej przedstawić ten kontrowersyjny krążek.

Mój pierwszy raz

Zdecydowałem się jednak kupić piąty album jednej z moich ulubionych grup. Niestety. Jak do tej pory przesłuchałem go zaledwie raz, ale i tak już wiem, że do poziomu albumów wcześniejszych ("The Gathering", "Classical Mushroom", "B.P. Empire", "Converting Vegetarians") album "IM The Supervisor" na pewno nie doskoczy nawet na moment. Mimo iż przyjemnie się tego momentami słucha, to niestety gdy dochodzi wokal całość jest niszczona... Krążek ten zdecydowanie przekroczył granicę groteskowości - i w tym, w mojej ocenie, należy się doszukiwać efektu niewątpliwej porażki. Chociaż możliwe, że to pieniądze były decydującym czynnikiem mającym wpływ na obecny stan muzyki duetu. Na albumie "Converting Vegetarians" - według mnie - tylko w jednym utworze było bardzo blisko przekrocznia tej granicy (mam na myśli track tytułowy). Szkoda, bo pierwsze sekundy albumu "IM The Supervisor", czyli też utworu tytułowego, są bardzo porządne, i nawet też początkowy tekst kusząco zmodyfikowany wzmagał we mnie napięcie porównywalne do tego z albumu "Classical Mushroom", aż do chwili jednak, gdy doszedł tekst o jakiejś... taksówce!... Na plus tego albumu zaliczam fakt, ze bass i beat są mocniejsze aniżeli na albumie "Converting Vegetarians". Tam na płycie "Trance Side" chwilami czułem metaforyczny cukierek na języku, teraz jest lepiej - tak jak być powinno. Chociaż znowu nie tak do końca, gdyż teraz wszyscy w Izraelu maja taką samą siłę tych dwóch elementów muzyki i już powoli problemem staje się odróżniane jednych od drugich. Melodie to plus i minus, ogólnie są dalej dobre, chociaż jakoś ich nie za wiele. Chyba najlepiej w historii Infected Mushroom brzmią elementy niesyntetyczne (skrzypce, gitary)... A minusy? Co na pierwszy rzut oka zdumiewa w negatywnym sensie, to tytuły utworów z wyjątkiem numeru jeden (bo dwuznaczny) i pięć (bo każący domniemywać o nadchodzących klimatach). Beznadzieja. Dalej: do pewnego momentu na płycie, utwory nieparzyste opływają kiczem, a parzyste są wykonane bez wokalu, czyli są dobre. Najlepiej by było, gdyby tak jak rok wcześniej Izraelczycy wydali podwójny album ("Psytrance" + "Inny"), a jeszcze lepiej - by weszły do sprzedaży oddzielnie. Chociaż i tak ocena tych "Psytrance" byłaby słaba. Właśnie pozycje "normalne" nie mają tej werwy, którą posiadały wcześniejsze produkcje, głupim "patentem" jest przerywanie w nieodpowiednich chwilach pewnych melodii... Na koniec minus najważniejszy: wokal, wokal, wokal - tak, wokal niszczy, wokal tworzy z niezłego albumu kicz.

Ostateczny werdykt?

Wspomniałem na wstępie, iż już na albumie "Converting Vegetarians" mieliśmy taki komercyjny odchył w wykonaniu Infected Mushroom. Problem w tym, że ten "odchył" od głównego nurtu, w jakim specjalizował się niewątpliwie ten izraelski zespół wcześniej, jest teraz zbyt duży i poszedł w złą stronę.

"IM The Supervisor" - naprawdę doskonałe wejście tworzą: niepokojąca fortepianowa melodia, pad i wokal. Niestety, przed wejściem beatu (po minucie) następuje totalne rozczarowanie i konsternacja następująca po niej. Co to ma być?! Nie dość, że bardzo kiczowaty wokal to na dodatek kiepska melodia i to w kółko powtarzana! To ma być track tytułowy? Porażka na maksymalną skalę. Wokal sam w sobie zły nie jest, a odpowiednio zmodyfikowany potrafi wspaniale dopasować się do psychedelicznych dźwięków. Udowodniło to już wielu psytrance'owych artystów, w tym i ta grupa, ale z kiczowatym wokalem nie da się zrobić nic - taki więc wynik: jeden z najgorszych albumowych utworów w dziejach Infected Mushroom. "Ratio Shmatio" - tu obyło się bez wokalu. Track jest bardzo przyjemny. Nastawiony na melodie, melodie i melodie. Szczególnie wspaniała jest ta na fortepianie. "Muse Breaks RMX" - i znowu wokal. Tym razem to remix utworu J. Viewza, czyli Jonathana Dagana z projektu Violet Vision. Sympatyczny track, coś w nim jest. To dziwne, ale podoba mi się wokal. Ale to przecież nie psytrance! Popowy, infantylny wstęp, potem też chwila na "reggae", ale coś w tym jest... "Meduzz" - druga część jest zdecydowanie bardziej melodyjna i przywracająca wiarę. Gitarowa, symfoniczna, świetna. Zaś pierwsza - trochę psychedeliczna, i to jest najpiękniejsze, że jeszcze jakaś cząstka przeszłości tkwi w obecnej twórczości Infected Mushroom, i nie potrafi odejść. Bassem jest tutaj sprytna gitara bassowa, nadto mamy cudowne skrzypce i tak zakręconą melodię na gitarze, że można chwilami piać z zachwytu. "Cities Of The Future" - skaczący wokal i mamy oto kicz numer dwa. Generalnie może i pomysł był dobry na ten utwór, ale o żadnych wizjach miast nie ma tu mowy. Całość brzmi na pewno najbardziej infantylnie spośród wszystkich tracków na tym albumie. "Horus The Chorus" - z perspektywy czasu wydaje się, że to najbardziej "obojętny" utwór na albumie. Melodie są mało "grzybowe" - są niewciągające. To całkiem dobry utwór, ale trochę nudny. "Frog Machine" - ten, jak i następne dwa tracki, są bardzo dobre, lecz to numer siódmy (następny) jest najbardziej przepełniony melodiami spośród utworów na tej płycie. "Noon" - jak powiedziałem: melodyjny, bardzo dobry; niejednorodny, bez głównego motywu na dużą skalę. "Bombat" - bardzo dobry utwór jak na ten album. Już początek ukazuje zakręconą rzeczywistość, a później jest tylko lepiej. "Stretched" - po prostu znakomity. Gitara jest cudowna! Wolniejszy, jeden z bardziej dopracowanych tracków. Żal tylko ściszanego zakończenia. Tu grupa poszła po najmniejszej linii oporu. "Stretched" niezwykle pozytywnie nastraja, wpływ na to ma w nim wszystko - z fortepianem na czele.

"IM The Supervisor" to chyba album ukierunkowany na parkiet jak jeszcze żaden ze wcześniejszych krążków duetu. Mamy tu proste początki, ale za to bardzo dobre (prawie zawsze) zakończenia. Perfekcyjna strona techniczna, mocny kick i bass, zakręcone melodie, niepoprawne polityczne w psytrance'owym towarzystwie wokale, i? Wyszedł album bardzo dziwny, na pewno już nie tak psytrance'owy z naciskiem na psy-...

ocena 3/5
RB, 2005