Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) INFECTED MUSHROOM - THE GATHERING
Infected Mushroom - The Gathering Wydawnictwo: BNE - Brand New Entertainment
Rok wydania: 1999

01. Release Me
02. The Gathering
03. Return Of The Shadows
04. Blue Muppet
05. Psycho
06. Montoya Rmx
07. Tommy The Bat
08. Virtual Voyage
09. Over Mode




"The Gathering" to debiutancka płyta Infected Mushroom. Projekt tworzą Erez Aizen i Amit Duvdevani. Nazwa ich muzycznego pomysłu od 1999 roku, od momentu premiery tej właśnie płyty, już na stałe zagościła w transowej encyklopedii bajecznej krainy, jaką jest psytrance. Album "The Gathering", wydany w rodzimym BNE, zawiera dziewięć wysokopsychedelicznych utworów dobrych na każdą porę nocy.

Pierwszy utwór jest mocny i mroczny, a rozpoczyna się on iście filmowo. Przez kompozycję przewija się sampel "release me" wraz ze wzbudzającymi niepokój wstawkami, gitarowym riffem i z obowiązkowymi acidowymi loopami - wszystko to w sporej dawce psychedelii. Całość jest wspaniale zgrana. Kolejne motywy dochodzą do innych bez specjalnego przymusu. Szkoda tylko, że momentami klimat melodii (szczególnie tej ostatniej, trochę byle jakiej) nieznacznie obiera inną atmosferę. Niemniej nie jest to na pewno w stanie zatrzeć dobrego wrażenia wyniesionego z tego utworu. Muszę jeszcze nadmienić, że to szalenie inteligentny utwór - muzycy tym trackiem rozpoczynają swój debiutancki album, a w jego treści "release me", czyli "wydaj mnie"!... Ścieżka o nazwie "The Gathering" rozkręca się powoli, w tle "lata" specyficzny wokal (tutaj kłania się gra GTA 2 - bo to z niej wyciągnęli Izraelczycy te dziwne na pierwszy słuch ucha rozmowy), następnie dochodzi melodię - aczkolwiek niezbyt podniecająca. Dalszy bieg zdarzeń jest identyczny jak ten z poprzedniego tracka: intensywna psychedelia. Jednak jak na utwór tytułowy to za mało tu charyzmy. Przechodzimy do kompozycji zatytułowanej "Return Of The Shadows". Przyprawiony startymi halucynogennymi grzybami wstęp jest oryginalny i stanowi pierwszy większy plus tej kompozycji. Następnie mamy niezawierającą typowej melodii psychedelię ukazująca nietuzinkowe pomysły Amita i Ereza. W trzeciej minucie wchodzi właściwa melodia (zakręcona i cudownie wciągająca zresztą), trochę gotycka; to co jest dalej jest oczywiste. W szóstej minucie następuje dodatkowy, wspaniale zakręcony argument utwierdzający ostatecznie w przekonaniu, co do jakiej niezwykłej krainy się zawitało. Następnie mamy "Blue Muppet". W miarę spokojne pierwsze minuty ze snare'ami jako głównym motywem. W minucie szóstej dochodzi przyjemny i pasujący (jak zwykle zresztą) gitarowy riff. Pozostałe efekty mają mroczny wydźwięk - jakżeby inaczej, skoro takie założenia miała ta płyta. Jest to kolejny dobry track, nieodbiegający znacząco od pozostałych ani w kwestiach technicznych, ani w kwestii groteskowości atmosfery.

Utwór piąty to "Psycho". Schizofreniczna introdukcja, później agresywna melodia, a główny motyw z kolei nosi znamiona mroku. Całość wieńczy pad, wraz z którym kończy się ten bardzo dobry utwór, którego tytuł dobitnie ukazuje zawartość. Na tracku szóstym znajduje się remix utworu, który znalazł się na pierwszej części kompilacji "Unidentified Forms Of Sound" (wydanej także przez izraelski label Brand New Entertainment, tyle że rok wcześniej - w 1998 roku). Utwór atmosferycznie z pewnością dobrze by się wkomponował w kolejny album grupy Infected Mushroom - "Classical Mushroom". Zdecydowanie słychać, że to najmłodszy track. W kwestiach muzycznych na deser (czyli końcówkę) dostajemy przepotężny gitarowy riff. Kolejny wybijający się spośród reszty utwór po raz n-ty kojący swą zakręconą oryginalnością, dla przykładu przywołam czas pomiędzy 1:05 a 1:44 - prawdziwa fortepianowa psychedela... Klimat z remixu utworu "Montoya" ciągnie się dalej w "Tommy The Bat". Charakterystycznym elementem tego tracka jest inny, aniżeli zawarty w poprzednich utworach, bass - jakby bardziej w stylu goa. Co poza tym? Nie trudno się domyśleć, ale też potrafi zaskoczyć osoby, które myślały, że pomysły są już na wyczerpaniu. Cieszy mnie niezmiernie niezaprzeczalny fakt dotychczasowej równości całej płyty, niby mamy do czynienia z kolejnymi utworami, a spokojnie mogłyby być wszystkie razem jednym trackiem... W moim odczuciu "Virtual Voyage" to najbardziej smutny utwór z tego albumu. Przeplatany jest on prawie co chwilę przez zcybernetyzowany wokal; a smutek sprawia prosta, ale ekspresyjna melodia. Jak na mój gust to kolejny na tym albumie track wybijający się poziomem ponad bardzo dobry, chociaż perfekcyjny to on nie jest - nie odpowiada mi pewien głośny dźwięk z okilic 3:30. I tylko on. Czas na ostatnią kompozycję - "Over Mode". Początkowy myślałem, że ten utwór właśnie stanie się najgorszym z tych wszystkich tu zebranych - tak sądziłem do okolic piątej minuty, kiedy to totalna psychoza (w 5:07 wchodzi idealny wprost motyw) odciągnęła mnie od takiego stwierdzenia na tyle skutecznie, że dochodzę - koniec końców - do wniosku, że brak w albumie "The Gathering" tracka/tracków gorszych ewidentnie od reszty.

Podsumowując - debiutancki album Ereza Aizena oraz Amita Duvdevaniego jest: zdecydowanie mocny (głównie za sprawą kicków) i mroczny (dlatego nocny), czasami chaotyczny (ale to zaleta), maksymalnie psychedeliczny, zeschizowany (m.in. przez pomysły wcielania różnych wstawek: z filmów, gry), halucynogenny (zaryzykuję nawet stwierdzenie, że album ten to obok pierwszej produkcji Aviego Algranatiego aka Space Cat - "Beam Me Up" - taki izraelski odpowiednik brzmienia Hallucinogena), nietypowy, szalony (ale w tym szaleństwie jest metoda!), zakręcony, groteskowy, acidowy, agresywny, niepokojący i na pewno najmniej cukierkowaty spośród wszystkich płyt tej grupy wydanych do 2004 roku włącznie. Kolejne utwory nachodzą na siebie - nie ma dwusekundowych przerw między trackami. Jeśli chodzi o wady to nie ma takowych na większą zadrę w mych myślach - poza jedną. Cała ta dzikość, mroczny klimat i siła niekiedy odwracają się przeciwko słuchaczowi. Mam na myśli to, że niekiedy album ten po prostu bardzo męczy odbiorcę. Nie uwidoczniłem tego w powyższej recenzji poszczególnych tracków, gdyż akurat w momencie jej pisania nastawiony byłem bardzo pozytywnie do "The Gathering". Boli też brak zabójczych melodii z perspektywy czasu, których to melodii jest cała masa na przynajmniej dwóch następnych albumach Amita i Ereza... Czasem jednak przyjemnie jest zmienić klimat na bardziej dosadny - album "The Gathering" doskonale się do tego nadaje.

ocena 4/5
RB, 2005