
Wydawnictwo: Interchill Records
Rok wydania: 2005
01. From Mumbai
02. Good Morning London
03. Ghasi Ram Blues
04. 65 Percent
05. Dark Tabla
06. Salaam (Kaya Project Remix)
07. Raag To Ragga
08. Elixir
09. Harem Bizzarre
10. One God Dub
11. The Flow
12. Pachamama
Kaya Project tworzy Sebastian Taylor, muzyk znany już z takich projektów jak Digitalis, Shakta i Angel Tears. "Elixir" jest drugim albumem Kaya Project. Tak jak na premierowym "Walking Through", tak i na tej płycie proponuje słuchaczom sporą dawkę orientalnych brzmień. "Elixir" został wydany w znanej kanadyjskiej wytwórni Interchill Records pod koniec 2005 roku.
Wstęp do albumu jest leniwy w bardzo pozytywnym sensie tego słowa. Spokojna rytmika, wręcz błogość. Track następny, "Good Morning London", to kompozycja idealna na początek dnia. Bassowa, gitarowa melodia, która jest bardzo prosta, a przy tym niezwykle kojąca, świetnie dopełnia wspaniałą aranżację. Muszę przyznać, że to mój ulubiony utwór Kaya Project. Kocham te dźwięki. Track trzeci to połączenie bliskowschodniego męskiego wokalu i gitarowego motywu jakby żywcem wyjętego z westernu. Brzmi może niezbyt zachęcająco, lecz to udany mariaż. Track czwarty ukazuje z kolei wschodnioazjatyckie brzmienia. Motywy niczym z chińskiego, starożytnego, wiosennego, przedpołudniowego, radosnego klimatu wioski leżącej niedaleko stolicy Państwa Środka, są po prostu doskonałe; zaś fletowe melodie są tu w maksymalnym stopniu przepełnione szczęściem. Znacznego przyspieszenia dostaje album wraz z utworem "Dark Tabla". Jego główna oś to dynamiczna perkusja zawierająca wiele etnicznych elementów. Na tracku szóstym panują z kolei motywy arabskie z kobiecym wokalem typowym dla kultury tego regionu. Drugą połowę albumu otwiera "Raag To Ragga". Również to ścieżka z arabskimi wokalami, ale całość tym razem porusza się w spokojniejszej rytmice. Na ścieżce ósmej jest kompozycja tytułowa, czyli "Elixir". Moim zdaniem to typowy przedstawiciel world music w stylu północnoafrykańsko-bliskowschodnim, acz jest to produkcja bez jakichkolwiek wokali. "Harem Bizzarre" to pozycja podobna do wcześniejszego utworu, ale z kolei z wokalami w stylu nucenia/wołania. Track dziesiąty, czyli "One God Dub", to już zdecydowanie stonowane rytmy: spojrzenie na tunezyjski krajobraz przy dźwiękach zachodzącego słońca. Przedostatni utwór to "The Flow" i to zdecydowanie jedna z moich ulubionych kompozycji omawianego krążka: smutna, nostalgiczna, sentymentalna - doskonała na dalszy etap wyciszenia emocji. Szczególnie podoba mi się tu opadająca linia fortepianu - brzmi to przepięknie. Wieńcząca album "Pachamama" dopełnia przyjemny koloryt pożegnania.
Jestem pod wrażeniem. Sebastianowi i wielu innym muzykom, którzy kooperowali z nim przy tworzeniu tego albumu, udało się zgrabnie wymieszać różne brzmienia i zaadaptować je w eliksir pięknego, głównie arabskiego, world music. Gdyby album prezentował początkowe i końcowe dźwięki płyty (tzn. dwa pierwsze i dwa ostatnie tracki) to byłby w moim odczuciu perfekcyjny. W kontekście poprzedniego krążka Kaya Project uważam natomiast, że "Elixir" jest lepszy od "Walking Through".

RB, październik 2006
|