Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) LUMEN - ESPERANTO
Lumen - Esperanto Wydawnictwo: Avatar Records
Rok wydania: 2003

01. Automata
02. In The Air
03. Ayin
04. Never Forget
05. Hold On
06. Purple Bubbles In The Stratophere
07. Under/Over
08. Yantra
09. XXXY*2 = H2O




Lumen to odsłona twórczości Chrisa Conklina, zaś "Esperanto" to jego drugi - po "Infomanii" (wydanej w 2000 roku przez label Psychic Deli) - album pod tą postacią, pod którą to Chris proponuje nam w swoim wykonaniu (aczkolwiek w czterech z zebranych tutaj utworach także przy współpracy swych przyjaciół) tym razem ambient/chillout - odpoczynek od codziennej muzycznej podróży z niedużym naciskiem na psychedelię. Ten album to niestety nieco ponad godzina dźwięków, momentami wspaniałych, momentami zbyt oczywistych, ale zawsze kojących duszę - dlatego boleję nad faktem stosunkowo krótkiego czasu trwania płyty. Kolejną wadę widzę w długościach poszczególnych tracków: druga część albumu to relatywnie krótkie nagrania, gdyby je wydłużono, nawet za cenę monotonii, to z dwóch wad stałaby się (być może - to zależy jeszcze co by wydłużono) jedna zaleta... Rozpocząłem od wad, tak więc poszerzając ten wątek na horyzoncie widzę także to, że czasem oddając się tym dźwiękom nie dostrzegam jakichś szczegółów, których pełno w muzyce Shpongle i The Infinity Project - są one pod tym względem niedoścignione... No tak, to przez zbyt łagodną treść. Nie jest to "trance w chillout'cie" jak w wyżej wymienionych projektach, ale "chill-out w chillout'cie". Nie do końca mam sprecyzowaną listę najlepszych utworów, lecz jest kompozycja, którą uważam od pierwszego wejrzenia za perfekcyjną: "In The Air", utwór numer dwa, siedem minut i dwadzieścia cztery sekundy stuprocentowej nirwany: fenomenalna gitara współtworzy niezapomniane przeżycia! Ale zacznijmy od początku...

Utworem pierwszym jest "Automata". Jest to kompozycja łagodna, gitarowo-wokalno-padowa. Wokal odnosi się jednak nie do śpiewu - zaznaczam, jest to bardziej nucenie. To wszystko w nieprzekombinowanej otoczce perkusji. Czyli ładnie na początek. Trackiem numer dwa jest cudowny "In The Air". I znowu to samo: pady i gitary i kobiecy "in the air" powtarzany setki razy. Ale: pady są bardzo stylowe, nadają pewną aurę tajemniczości melodiom - te są grane głównie na gitarze, są fascynujące, piękne i bardzo przypominają goa, zaś wokal wtapia się doskonale i też jest ważną częścią tego nagrania. Jest to, nawet stwierdzę, genialny utwór; gdyby tylko jeszcze posiadał ostrą, psychedeliczną perkusję to słuchałbym go raz za razem. Dalej - "Ayin". Emocjonalnie przedstawia mi się jako wyważony, spokojny marzycielski lot w przestworzach, przy lekko zarysowanych obłokach chmur na tle południowego słońca i obszernego horyzontu. Trochę taki klimat zmienia jednak główna melodia: jak gdyby nadciągała wichura. W sumie bardzo stylowe nagranie. "Never Forget" to natomiast krajobraz po burzy. Dla mnie to drugi najlepszy utwór na tym albumie. Pady tworzą fantastyczną aurę, perkusja odpowiednio asystuje w naszym locie... "Hold On" to z kolei inna brzmieniowo kompozycja. Na pewno jest to najłatwiejszy w odbiorze utwór na tym albumie. Posiada fenomenalnie atmosferyczną gitarową melodię - odzwierciedlenie padającego za oknem deszczu... Wreszcie jakaś porządniejsza orgia (ale w porównaniu z orgią a'la Shpongle jest i tak jak bryza w porównaniu ze sztormem na pełnym morzu) czeka na nas w "Purple Bubbles In The Stratophere". Perkusja jest w nim agresywniejsza, a i troszkę nieoczekiwanie wplecionych dźwięków spowoduje uśmiech radości na twarzach duszy osób, które zdecydują się na ten album. Szkoda tylko, że utwór ten trwa tylko nieco ponad cztery minuty. Mój następny ulubiony utwór na "Esperanto" to track "Under/Over" - jest tajemniczy, posiada nieodgadnioną melodię (której za głośno nie słychać); jedynie perkusja wydaje mi się zbyt mało różnorodna. "Yantra" natomiast to chwilami cudowny ambient - jakby starający się nam przedstawić zrównoważoną głębie oceanu: przeźroczystą wodę, płynące delfiny i radość wynikającą z samego faktu biologicznego istnienia. Z drugiej strony są w tym utworze melodie zdecydowanie nazbyt optymistyczne - pianino nie spełnia swej roli mym zdaniem, gitara bassowa również. Aczkolwiek to nie jest tak, że te elementy są złe. Są zbyt oczywiste. Ostatni jest track o dziwnej nazwie "XXXY*2 = H2O". Nieoczekiwanie na koniec dostajemy w miarę psychedeliczną kompozycję. Pomysłowe wykonanie poprzez splecenie różnych radiowych bodajże urywków - i tak dostajemy lekko niepokojące zakończenie albumu. Nie do końca! Po odczekaniu około sześciu minut możemy usłyszeć "Automatę" w lekko zmienionej formie: skróconej i poddanej większemu echu. Szkoda, że bez znaczących zmian, przez co rzadko kiedy mam ochotę osobiście czekać na tę "niespodziankę".

Tu przepływa spokojna fala kobiecego wokalu, tam gitara tworzy astralną aurę skondensowanego do wymiaru chilloutu goa, z bliska fascynuje pozorna błogość, z daleka nadciąga sztorm niepokoju... Doprawdy album "Esperanto" jest wspaniały.

ocena 5/5
RB, 2005