
Wydawnictwo: Phonokol Records
Rok wydania: 1998
01. Intro
02. Intelligent Machine
03. Project Genesis
04. Open Mind
05. Why?
06. Voices
07. Sunshine
08. On Mars
09. The Creation
10. Metamorphosis
"Project Genesis" to kolejny album świetnego trance'owego projektu o nazwie MFG (Message From God). Po wydanej rok wcześniej niesamowitej płycie "New Kind Of World" na barki tej produkcji spadł ogromny ciężar. I teraz standardowe pytanie: czy izraelski duet stanął na niewyobrażalnej wysokości zadania i sprostał oczekiwaniom? Moim skromnym zdaniem odpowiedź brzmi... tak. A nawet przez duże "t", duże "a" i duże "k": TAK!. Mogłoby się wydawać, że ten akurat album - poprzez swą zdecydowaną mroczność, a nie pogodność (chociaż taki stan emocji w produkcjach tej grupy jest inaczej definiowany, nie o uplifting chodzi, lecz o poranność poddaną mrocznej formie), a także przez zbytnie nasycenie mnóstwem industrialnych, cybernetycznych sampli, będzie pozycją mniej zachęcającą do euforii (tu też jedno ale: nie chodzi o takie właśnie sample w dosłownym znaczeniu, lecz jakby o ich sfiltrowanie przy pomocy goa do melodyjnego psytrance'u, z którego ten projekt jest znany). No i taka jest prawda - jest mniej zachęcający, ale tylko z początku (w moim przypadku było to kilkanaście tygodni). A potem po dostosowaniu się do tego dzieła odkrywamy postapokaliptyczną wizję świata, jakiej do tej pory nie było. Tak - klimat to bardzo mocna strona tej płyty. Jeśli "New Kind Of World" ukazuje nam nowy, lepszy świat, o tyle zaś "Project Genesis" utwierdza w nas wizję takiego świata, o jakim przed sekundą mówiłem: mrocznego i postapokaliptycznego - dążącego ku ostatecznemu upadkowi. Jednakże po zwróceniu uwagi na tytuł tego albumu z 1998 roku, a w szczególności na słowo "Genesis", raczej powinniśmy się utwierdzić w przekonaniu, że nie z marnym końcem mamy do czynienia, ale z jego niepokojącym początkiem. Stworzenie świata...
Nietypowy jak na MFG pierwszy track ("Intro") dość szybko i sprawnie przenosi nas w inny wymiar, by pokazać jak inteligentne są maszyne. A są i to bardzo - jest to jedna z większych pereł nie tyle na tym szczególnym albumie, ale i w całej dyskografii izraelskiej grupy, a idąc dalej mogę powiedzieć, że to też jeden z najlepszych utworów jakich słyszałem w swym życiu. Przez "Intelligent Machine" przenikają często chóry, a w końcówce rozrywa ludzkość na strzępy bombardując ją (ludzkość, czyli nas) tak nieprawdopodobnie robotyczną, cybernetyczną melodią, że... Kult robotów!... "Project Genesis"... Tak sobie wspominam kolejny, tytułowy track, że znów się rozmarzyłem. W porównaniu z tytułowym utworem poprzedniego albumu jest to jednak utwór relatywnie gorszy. W kontekście pozostałych kompozycji omawianego albumu jest statyczny i niezbyt melodyjny; sunie się tak, jakby nie był dynamiczny, lecz to jak najbardziej przyjemny utwór z mnóstwem acidu. "Otwarcie umysłu" to już zdecydowanie wyższa szkoła - przez znikomą jak dla mnie ilość czysto astralnych melodii (z których też, co by tu nie mówić, znana jest ta grupa); frapuje mnie w niej jej szorstkość i bardzo twarda budowa, nie zapewniająca już tak wspaniałych chwil, przez co otworzyć umysł na ten utwór jest bardzo ciężko przez bardzo długi okres czasu. Oczywiście nie muszę chyba mówić o tym, że po czasie otwieramy swój umysł i utwór się do nas dostosowuje na tych samych prawach, na jakich dostosował się cały album. Utwór "Why?" to następny klasyk. Dech aż zapiera w piersiach podczas pytającej kwestii i nadciągającej zaraz po niej boskiej odpowiedzi, nie tak melodyjnej jak w tracku numer dwa, ale i tak dobrej: ogromnie przestrzennej, wściekłej, nietuzinkowej. "Głosy" starają się coś przemówić:, ale czy to tak naprawdę roboty przemawiają do ludzi, czy ludzie do robotów? To pytanie retoryczne, gdyż to nie ludzie panują na tym albumie. Dźwiękowa martwota, pod względem klimatu naturalnie, jest przyjemna, aczkolwiek wydaje się to wszystko cokolwiek ociężałe. "Sunshine" to promyk nadziei: tytuł świetnie odzwierciedla atmosferę. Coś dodać? Muzycznie na poziomie "Open Mind". Czyli baaardzo wysoko. Utwór numer osiem kojarzy mi się z niesamowitym "Alien's Land" z poprzedniego albumu mistrzów. W obu wypadkach ponury, mroczny, melodyjny (choć te słowo samo z siebie wydaje bardzo pogodny wymiar ułożenia dźwięków to jednak jest inaczej) wojaż po planecie - wtedy (rok 1997) obych, teraz (1998 rok) po Marsie. A może to ta sama planeta?... Główny motyw tego utworu rozrywa mnie na strzępy, co za geniusz w dynamicznej aranżacji klimatu! "The Creation" to kolejny pokaz mrocznej strony ciężkiego i mrocznego goa tej grupy. Atmosfera jest tu niezwykle dosadna. Nieco wolniejszy, aniżeli wcześniejsze dzieła, "Metamorphosis" oznajmia nam już stworzenie i wieńczącą metamorfozę, czyli poziom nieludzkości wcześniejszych brylantowych pozycji z tej płyty zostaje dochowany! I jest pięknie na koniec - wręcz czuję się jak w utworze "New Kind OF World", w którym to do głosu dochodzą nuty oznajmiające zwieńczenie podróży i wszystko już staje się jasne - album perfekcyjny! Tak jak tutaj!
Nie wspomnę o milionach tryskających spod blachy acidowych iskierek. Nie wspomnę o idealnej linii bassu, która ani zwleka z ciągłym uczłowiecznianiem tych krzemowych dźwięków. Nie wspomnę o nietuzinkowych aranżacjach uwypuklających, kto tak naprawdę dzierży palmę pierwszeństwa. Nie wspomnę w końcu o tym, że album "Project Genesis" trzeba mieć, przesłuchać, a przede wszystkim znaleźć własną odpowiedź na pytanie: czy to czasem nie my jesteśmy tymi inteligentnymi maszynami?...
"If you prick us, do we not bleed? If you tickle us, do we not laugh? If you poison us, do we not die? And if you wrong us, shall we not revenge?"

RB, 2005