Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 27/07/08) Psyfactor - Aries Madness
Psyfactor - Aries Madness Wydawnictwo: Trishula Records
Rok wydania: 2008

01. Bad Mojo
02. Angel Wrath
03. Sectoid
04. Waves From The Crypt
05. Gyroball
06. Death Monsture
07. Scratches
08. Intoxicated
09. Aries Madness




Psyfactor to jednoosobowy projekt Rosjanina Dmitriego Korablina. Jest to akt ściśle związany z holenderskim uptempo psy-labelem Trishula Records. Pod skrzydłami tego właśnie wydawnictwa ukazała się debiutancka płyta Psyfactora - "Evil Inside". Było to w roku 2005. Rok później chilloutowy sublabel Trishuli, czyli Ajana Records, wydała drugi album artystycznej idei Dmitriego zatytułowany "Endless Universe". A dwa lata później, teraz w 2008 roku, na światło dzienne wyszła druga dynamiczna propozycja Psyfactora: "Aries Madness".

Wtrącę pewną ciekawostkę. Pewnego razu, przeglądając tematy forum PsyNews.org, oczy moje przykuła dyskusja dotycząca tego właśnie albumu. W skrócie polegała ona na tym, że osoba ze strony Trishuli (był to chyba sam właściciel) w opisie płyty, mającej w tamtym czasie dopiero wyjść, odżegnywał się od nazwania jej muzyką dark psytrance'ową; opisał ją jako psytrance. Kilku forumowiczów z przekąsem zauważyło, że już sama okładka skierowana jest w bardzo mroczne rejony. Mowa była o pięcioramiennej gwieździe i diabelskim przesłaniu. Nie jest istotne, jakie były dalsze wywody obu stron, choć oczywiście każdy bronił się jak mógł. Ważna i ciekawa moim zdaniem była to konwersacja na temat albumu w kontekście tego, czym on w rzeczywistości jest, a czym w rzeczywistości nie jest.

Po przesłuchaniu "Aries Madness" prawda jest jednoznaczna - podzielam zdanie, że to dark psytrance. To truizm. Walka z tym oznakowaniem dźwięku Trishuli ze strony samej Trishuli wydała mi się więc co najmniej dziwna. Muzyka "Aries Madness" to mroczny psytrance od "a" do "z". Otoczka stworzona wokół wydania - okładka - to również hołd dla mrocznych czeluści psytrance'u, też od "a" do "z". Być może ta skazana na porażkę próba przekonania ludzi, że to psytrance, podyktowana była względami finansowymi. Dark psytrance nie sprzedaje się pewnie tak dobrze, jak zwykły psytrance - którego to z kolei nawet zwykłego, ale prawdziwego, psytrance'u wielu dziś pragnie. Wiadomo dlaczego: dlatego, że go już nie ma. Pozostały style, których zmiany stoją w miejscu bądź zmierzają na gorsze.

Zatem warto w tej sytuacji dotknąć zawartości albumu głębiej, bo może coś się jednak przeoczyło... Ale cóż mogę jeszcze przed tym powiedzieć: jest to w każdym calu muzyka skierowana w typowy dla Trishuli mrok. Niekiedy jej wydania są mniej mroczne, a bardziej melodyjne. Innymi razy są żywcem wyjęte z piekarnika piekła. Muzyka z płyty "Aries Madness" to właśnie przykład na dźwięki z piekła rodem. Muszę w tym momencie podkreślić, że używane przeze mnie diabelskie odniesienia ostro doprawione są dystansem do nich samych; co też robi sama Trishula. Używam ich nie z tego powodu, by powiedzieć o satanistycznej muzyce, nawołujących do nienawiści dźwiękach. Dystans przydaje się po prostu podczas słuchania mrocznego psytrance'u. Bo tak naprawdę czasem warto zmienić klimat na bardzie dosadny i przy bezwzględnie wwiercających się w uszy dźwiękach na pozór chaotycznych, odnaleźć w tym dark psytransie podstawę, którą jest naturalnie psychedelic trance. Patrząc na rok 2008 można by określić "Aries Madness" jako psytrance, ale patrząc kompleksowo na historię całej psy-muzyki od lat 90., to wtedy "Aries Madness" to dark psytrance.

A teraz treść albumu. Zawartość 77 i pół minutowej płyty przedstawia się co najmniej dobrze, choć jednostajność brzmień potrafi denerwować. Nie jest łatwo na początku odróżnić poszczególne utwory. Kilka kompozycji pozbawionych jest charyzmy, kilka innych charyzmę ma i to do nich głównie się pamięcią i miłymi wspomnieniami powraca przy zastanawianiu się, czy przesłuchać album raz kolejny. I tak już zostaje. Charyzma tych kilku kompozycji cechuje się bardziej spójną i wciągającą atmosferą oraz charakterystycznymi tylko dla nich motywami nigdzie indziej na krążku nieobecnymi. Wymienię trzy najlepsze. "Angel Wrath" urzeka sfiltrowanym chórem oraz czteronutową melodią; kompozycja bazowana na tych czynnikach wprowadza świetnie mroczno-transowy pęd. "Sectoid" (jedyny track krążka trwający ponad dziesięć minut) od 8:54 wydaje w swym finale dźwięki dwóch melodii i pada, co jest o tyle ciekawe, że samych melodii album ten posiada mało, a w dodatku od rzeczonego momentu zostało to udanie połączone. Główna zaleta to pad: już po trzeciej minucie wchodzi w swej naturalnej formie, by następnie zostać przyprawionym całą perkusją i bassem, filtrami i przerwami i by w ten mechaniczny sposób się efektywnie i efektownie dopasować do całościowej koncepcji. Ostatni przykład to "Scratches" - najlepsza kompozycja albumu - który posiada wspaniały motyw mrocznego zagubienia, gdy nieopodal dochodzi do zmysłów aura odprawianych pradawnie rytuałów.

Pulsujący rytm mrocznej atmosfery to ogólna cecha dźwięków "Aries Madness". Kick (w rzeczywistości potrójny kick, by sobie wyobrazić: po danym kicku następuje też jego opóźnienie, które nieco ściszone dochodzi do głosu zaraz przed kolejnym "zwykłym" kickiem) wraz z bassem tworzy nierozerwalną jedność: buzującą, kotłującą. Są bijącym szybko sercem dynamiki. Melodie są bardzo proste. Nie są złe, ale żadna nie wciąga na dno piekła. Te łatwiej rozpoznawalne głównie złożone są z czterech nut. Nie pojawiają się często, gdyż na tronie tego albumu siedzą oczywiście te ostre, brutalne dźwięki spłodzone syntezatorowymi suwakami. Zrobotyzowane, zmutowane efektami, wyraziste - takie one są. Pady, rozpoczynające wszystkie kompozycje, odzwierciedlają otchłań mroku. Wszystkie spokojniejsze momenty, w tym intra tracków, mają doskonale skrojone ambientowe rozmiary. Jakość dźwięku jest perfekcyjna.

Psyfactor potrafi tworzyć ostrą harmonię i sugestywną atmosferę opartą na dynamicznym silniku. Dźwięki wylewają się z głośników jak lawa w czasie erupcji wulkanu. Brakuje jednak zróżnicowania. To spora wada. Mamy niesamowitą energetyczność, to cudownie, ale po prostu brak tu różnorodności i większej liczby kompozycji z osobowością. Psyfactor ma zadatki na bycie kimś wielkim, ale wielki jeszcze na pewno nie jest.

ocena 3/5
RB, lipiec 2008