Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) SANDMAN - WITCHCRAFT
Sandman - Witchcraft Wydawnictwo: Matsuri Productions
Rok wydania: 1998

01. Perfect Stranger
02. Flight Or Fight
03. Turtle Beach
04. Ghostrider (Time Tunnel Remix)
05. Shockwave
06. Nostradamus (The Prophecy Remix)
07. Bad News (New Way)
08. Mushroom Symphony





Bardzo cenię sobie twórców sceny psytrance mających swój własny, charakterystyczny, oryginalny styl. Do takich twórców spokojnie mogę zaliczyć Izika Levy'ego, czyli Sandmana. Jedynym znanym mi wcześniej utworem jego produkcji był "Ghostrider (Time Tunnel Remix)", które znajduje się na tej płycie na czwartej ścieżce. Track ten ukazał mi coś nowego w psytrance'ie - coś co tak bardzo skłoniło mnie do kupna tej płyty: mariaż kwaśnych loopów, nieoczekiwanych zmian akcji oraz bardzo niekonwencjonalnych melodii. Po cichu liczyłem na przynajmniej zbliżony poziom innych prezentowanych tu kompozycji. Na jego debiutancki album "Witchcraft" polowałem od dawna. W końcu go zdobyłem. I przesłuchałem. Przesłuchałem ówczesnej nocy pięć razy z rzędu.

W bardzo szybkim tempie spójrzmy na zawarte na albumie kompozycje. "Perfect Stranger" jest mocny, groźny i mroczny. "Flight Or Fight" to czyste goa w wykonaniu Sandmana (wspaniała, choć krótka główna melodia). "Turtle Beach" to agresywna symbioza stylów poprzednich tracków. O remixie "Ghostider" już wspomniałem we wstępie; świetny to track. Następne mamy trzymający eksperymentalne zapędy albumu utwór "Shockwave". "Nostradamus (The Prophecy Remix)" to kolejny znakomity utwór: klimatyczny, bardzo wyrazisty. Przedostatni track to dość pogodny "Bad News (New Way)". "Mushroom Symphony" to epicka podróż po postapokaliptycznym świecie.

Reasumując: styl Sandmana nie każdemu się spodoba, bowiem jest to mroczna, chwilami bardzo agresywna, oszczędna w konstrukcji, ogromna psychedelia z elementami innych stylów; nie zawsze mamy do czynienia z trance'ową perkusją, dosyć często mamy za to miast niego naprawdę mocarny (w tym znaczeniu, że bardzo głośny w stosunku do reszty) rockowy drum, a bardziej niż często występują hi-hatsy (tworzone też na rockową modłę). Aranżacje są nowatorskie i cudowne. Ponadto, co może jednak być dla kogoś największą bolączką muzyki Sandmana, a co dla mnie wadą nie jest, w nieoczekiwanych do końca chwilach wszystko nagle się urywa i zaczyna jakby od nowa. Wracając jednak już do całości: dziwny to album. Mam niekłamaną ochotę go wielbić, jednakże z drugiej strony - to irracjonalne - nie mam ochoty często do niego wracać. Nie zaskakuje mnie już tak, jak za pierwszym razem. Ale wspaniały jest zawsze.

ocena 5/5
RB, 2004