
Wydawnictwo: Avatar Records
Rok wydania: 2003
CD 1
01. Virtual Terminal Energised
02. Area 51
03. The Furnace
04. Teknophobia
05. Chaotic Circus
06. Absolute Zero
07. Pulsar Glitch
08. Space Clinic
09. Blue Galaxie
CD 2
01. Espanolizer
02. The Pendulum
03. Black Body Radiation
04. Diamond Ring Effect
05. Time Drops
06. 51 Pegasus
07. Gravity Mirage
"Violent Relaxation" to drugi album francuskiego projektu o nazwie Total Eclipse. Krążek ten pierwotnie wyszedł w 1996 roku w angielskim labelu Blue Room Released, zaś recenzowany album jest jego reedycją w serii "pro file" izraelskiego labela Avatar Records, podsumowującej najlepsze dokonania goa/psytrance'u minionych lat. Grupę Total Eclipse tworzyli w czasie pracy nad tym wydaniem: Stephan Holweck, Loic van Poucke oraz Serge Souque.
Kilka słów o technicznych aspektach tej produkcji. Dwie płyty: pierwsza z goa w dynamicznym wydaniu (nie do końca: z wyjątkiem ostatniego na tej płycie "Blue Galaxie", który jest downtempowy), druga z goa w lekko ambientowym wydaniu (ale też nie do końca: utwory mają uboższą perkusję i są wolniejsze bardziej lub mniej). Zajmę się tylko tymi najlepszymi utworami, by cały czas się nie powtarzać. Na pierwszej płycie jest tylko jeden utwór, który nawet na dzień dzisiejszy mnie powala - "The Furnace". Naprawdę jest to utwór z olbrzymią mocą, jest bardzo energetyczny. Doznania bliskie tym znanym z okolic Astral Projection są zapewnione. Reszta utworów tylko chwilami ukazuje dla mnie podobną magię, acz zła na pewno nie jest. Jest nieustannie melodyjnie, przez większość czasu radośnie, kosmicznie; na uwagę zasługują bardzo dobre przejścia. Natomiast ambientowa, druga płyta zawiera dwa wspaniałe utwory: "Espanolizer" i "51 Pegasus". Ten pierwszy track, mimo iż sztucznie wydłużony to i tak broni się świetnymi gitarowymi melodiami oraz przyjemną atmosferą podróży. "51 Pegasus" to smutek, po prostu smutek, i podoba mi się, chociaż jest konstrukcyjnie bardzo ubogi. Pozostałe utwory wypadają aranżacyjnie równo: minimalnie. Przy dawce dodatkowych dźwięków i przy skróceniu tracków (wydają mi się za długie) mogło być lepiej.
Początkowo, gdy od strony "nowości w goa" wziąłem się za ten, w powszechnej opinii najlepszy, album Total Eclipse, to niemalże spisałem go na straty. Po niemałym czasie powróciłem do tego albumu po prostu z chęcią doświadczenia tych niesamowitych emocji, jakie niesie goa - i wypaliło. Nie do końca jednak - bo poziom ponadczasowości chociażby albumu "The Astral Files" Astral Projection wydanego w tym samym roku, to poziom dla tej produkcji zdecydowanie zbyt wysoki. "Violent Relaxation" to bardzo dobry oldschool, klasyka: na poziomie "Alien Protein" Etnici, trochę poniżej poziomu "Helium" Transwave. Mamy tu ekscytujące wizje goa i jest tu wiele pięknych kompozycji, lecz z drugiej strony charakterystyczne brzmienie Total Eclipse tego albumu nie do końca mnie osobiście przekonuje.

RB, 2005
|