Start Autor Kontakt
(aktualizacja tekstu: 06/06/07) ZERO CULT - ART OF HARMONY
Zero Cult - Art Of Harmony Wydawnictwo: Cosmicleaf Records
Rok wydania: 2006

01. Neokarma
02. X-Space
03. Blue Harmony
04. Reflections (Side Liner Remix)
05. Flow
06. P-Ray (Cydelix Remix)
07. Aura Zero
08. Night Out (D. Batistatos Remix)
09. Monolife
10. Irreversible Moving



Za projektem Zero Cult stoi izraelski muzyk Emil Ilyayev. "Art Of Harmony" to jego premierowy album. Wydał go w 2006 roku grecki label Cosmicleaf Records (chilloutowa sekcja Unicorn Music). Zero Cult jest związany z tym wydawnictwem już od pierwszej płyty labela, wydanej w 2004 roku kompilacji "Chill On Ice", na której zawarto dwa utwory artysty: "If" oraz "P-Ray". Pierwsza z tych kompozycji przekonała mnie natychmiast do brzmienia Zero Cult, jej tu jednak niestety nie ma. Jest za to drugi z tych utworów - tu na ścieżce szóstej w remixie Cydelixa (George'a Deligiannisa), który okazał się nieoczekiwanie dla mnie... najlepszym utworem na "Art Of Harmony". W sumie mamy na krążku trzy remixy, pozostałe są autorstwa dwóch innych twórców z Cosmicleaf, którzy, podobnie jak Zero Cult, wydali w nim swoje albumy - Side Linera (to projekt Nicka Miamisa - właściciela Cosmicleaf i Unicorn) oraz D. Batistatosa (czyli po prostu Dimitrisa Batistatosa) i jeśli chodzi o te wersje to odniosę się tylko do nich samych, gdyż edycji podstawowych nie dane mi było usłyszeć.

Album startuje z dubowymi rytmami. Jest dynamicznie i ciekawie. Wszelkie melodie i sample wydają się płynąć; w tle mamy mroźne oddechy i orzeźwiające, krótkie pady. Utwór "Neokarma" świetnie więc wprowadza w dalszą zawartość krążka, zaś sam jest przykładem kompozycji kompletnej, to znaczy takiej, w której absolutnie nie ma ani niepotrzebnych dźwięków, ani też żadnych nowych nie potrzeba. Świetny to utwór, przypomina nawet swym brzmieniem Entheogenic. Ścieżka druga zwalnia tempo albumu. Przyjemnie brzmi gregoriański chór na początku. Potem jednak niespodziewanie wchodzi melodia-tło na syntezatorze, przez co utwór niepotrzebnie moim zdaniem kieruje się na niwę nowoczesności, bowiem do tego momentu kompozycja sprawiała wrażenie magicznej. Potem mamy optymistyczne, plażowe melodie. W tle jednak dzieją się inne rzeczy, bo np. sample jak i bass mają emocjonalnie wymiar bardziej neutralny bym rzekł. W drugiej połowie tracka mamy zwolnienie (wchodzi chór, inny niż ten z początku), a po nim wkraczamy na teren 4/4 i morning trance'u. Nie jest to na pewno zły utwór, acz można było potoczyć jego scenariusz w lepszym kierunku.

"Blue Harmony" ma budowę ambientowo-dubową. Jak przystało na taki mezalians gatunków mamy silny bass, pady i relaksujące tempo. Track ten ma długi wstęp, praktycznie nie wiadomo, kiedy wchodzi on we właściwą fazę. Charakterystyczny dla tej ścieżki jest przede wszystkim motyw grany na flecie, który ma melancholijny wydźwięk. Jego linia jest wspaniała, choć pewna część (ta wynoszona w górę) sprawia wrażenie fałszujące. W tle natomiast znamienne dla kompozycji "Blue Harmony" jest męskie "feel the music" i wołania, które nie za głośne i przefiltrowane przez reverb są świetne. W drugiej części kompozycji mamy cudowne uzupełnienie w postaci systematycznie wchodzącego co pięć i pół sekundy syntha składającego się z dwóch nut. Brawa w tej fazie należą się też za bass, który wcześniej był w tej kompozycji drugorzędny, a tu jego linia zostaje lekko zmieniona - idealnie to wówczas brzmi, zresztą wcześniej również. Na ścieżce czwartej jest pierwszy remix na krążku. "Reflections" w wersji Side Linera cechuje się - w porównaniu z tym, co prezentuje na tej płycie Zero Cult - głębszym bassem i mocniejszymi stringami. Emocjonalnie to melancholijny obraz. Tempo jest niespieszące się zbytnio.

"Flow" to track dzielący na płycie ścieżki dwóch remixów. Natomiast historia kompozycji o tej nazwie rozgrywa się na plaży w czasie pochmurnego popołudnia. W tle mamy sugestywne, piękne sample odlatujących ptaków... Track ma wolne, ambientowe tempo. W pewnym momencie dochodzą dźwięki z syntezatorów i cichy kobiecy wokal, w dalszej części wchodzi główny motyw - bardzo prosta melodia, a w finale nowy kobiecy wokal, tym razem głośny. "Flow" to utwór zadumy, który byłby w sam raz na koniec płyty... Kompozycja "P-Ray" autorstwa Zero Cult jest przyjemna - natomiast tu, zawarta na szóstej ścieżce, w remixie Cydelixa, jest nieprawdopodobnie przyjemna. Wersja pierwotna była spokojna, tu zaś jest brawurowo. Zmiany, jakie nastąpiły, są duże, choć nie zmieniają one formuły pierwowzoru, gdyż nadal to fortepian jest jego głównym motywem. Remix Cydelixa jest aranżacyjnie o wiele bardziej rozbudowany, zawarto wiele acidowych linii, które wydobyły z edycji Zero Cult to, czego tam pierwotnie nie było. Świetny remix, acz osobiście nie przepadam za jedną tu nowością: wokalem zawartym w ostatniej fazie utworu - jest bardzo infantylny. Ale prócz tego same plusy. Powiem więcej: remix ten jest tak wspaniały, że od czasu jego usłyszenia wersja pierwotna jakoś mi się tak bardzo już nie podoba.

"Aura Zero" to utwór dubowy, jesienny, dynamiczny, nie przygniatający swoim rozbudowaniem tak, jak utwór poprzedni (tej ostatniej cechy nie traktuję w tym momencie ani jako zalety, ani jako wady). Motywy są długie i brzmią przyjemnie; mamy tu m.in. flet, pad, kobiecy głos w stylu typowym dla Ultimae. Potem, gdzieś w połowie, wchodzi krótka melodia na syntezatorze i przechodzimy na trance'owe 4/4. Bass sprawuje się w tej konstrukcji wyjątkowo dobrze. W "Night Out (D. Batistatos Remix)" bardzo szybko wchodzi masywna perkusja. Tempo od początku żwawe, atmosfera zaś optymistyczno-pesymistyczna - zależy, który moment byśmy wzięli pod uwagę. Bo na przykład w zwolnieniu mamy odcień smutku, zaś gdy potem wchodzi perkusja odcień przeistacza się nam w optymizm. Całość prosta, łatwa w odbiorze.

"Monolife" to powrót do lekko oszczędnego dubu Zero Cult. Atmosfera przyjemnie nie przytłacza. W "Monolife" mamy gitarę, fortepian i flet. Gitara pojawia się dość szybko w tym tracku, ale pełni funkcję trzeciorzędną. Fortepian stanowi pierwszy główny motyw, acz nie do końca jego linia jest udana według mnie, a to dlatego, że w pewnym momencie ostatni dźwięk tej linii jest ten sam co kolejny - brzmi to początkowo nieporadnie, lecz później, po nastu przesłuchaniach, to pasuje. Flet z kolei udany: motyw oczekiwania znakomity. Ponadto mamy w tym utworze też kobiecy głos przez kilka chwil. Najlepszy moim zdaniem element tej kompozycji to syntetyczna melodia lewitująca w tle. Ostatnim utworem debiutanckiego krążka Zero Cult jest "Irreversible Moving". Jest to w zasadzie jedyny pełnoprawny, od początku do końca, morning trance. Mógłby to być kiepski utwór, lecz na szczęście jego budowa i melodie nań zawarte nie są bliskie infantylności. Niestety, w finalnym etapie dręczy bass, zwłaszcza w momentach, w których jego linia się podnosi - wówczas to według mnie kompletnie nie pasuje. To irytuje najbardziej, choć zirytowała mnie również końcówka (mam tu na myśli ściszenie po "refrenie"), która jest stanowczo zbyt krótka. Odczuwa się po niej niedosyt. Nie tak powinien się kończyć album.

Pod względem technicznym jest na "Art Of Harmony" prosty morning trance i dub - całość tworzy esencję chilloutu, bo rozluźnia i zapewne sprawdzi się na poranne rozluźnienie po tanecznym szale. Brak tu jednakże czegoś wyuzdanego i trudniejszego w odbiorze, a do tego przykładam osobiście olbrzymią wagę. Kocham psychedeliczną głębię, a tu jej zbytnio nie ma. Moim zdaniem są tu utwory znakomite, jak "Neokarma" i "P-Ray (Cydelix Remix)", ale też dość przeciętne, jak "Night Out (D. Batistatos Remix)" i "Irreversible Moving". Łącznikiem całości jest przyjemna atmosfera i to ona głównie sprawia, że to dobry album.

ocena 3/5
RB, kwiecień 2007